… ot tak, na chybcika …

zycie-to-nauczyciel

Kończy się druga dekada pięknego m-ca maja, pięknego z definicji. W realu zaczyna być pięknie dopiero od paru dni. Choć mam pewne ograniczenia ruchowe, ale problemów tyle samo, a może i więcej. Stracony przez kiepską pogodę czas staram się nadrobić. „Bawiąc” się w bloga staram się być jakoś odpowiedzialnym, rzetelnym. Skoro przyjąłem pewnie zasady, wypada ich dotrzymać. Przyszedł więc czas na nowy, kolejny wpis. Czasu mam niewiele, jestem bardzo zaabsorbowany różnymi sprawami, więc przystępuję do „roboty”, którą nazwałbym zastępczą. Już kiedyś z tego korzystałem. Wrzucam interesujące myśli o życiu autorstwa znanych ludzi, okraszę je swoim punktem widzenia, resztę pozostawiam Wam. Nie jest to oszustwo, wszak autorzy zacni, zaś myśli bardzo pouczające i prawdziwe. Owszem, można mnie nazwać leniwcem, ale naprawdę jestem bardzo zajęty.

1.„Mówca tak powinien skonstruować przemówienie, by wyczerpać temat, ale nie wyczerpać słuchaczy” … Winston Churchill. Umiejętności pięknej mowy, przy tym rzeczowej na temat, zawsze innym zazdrościłem. Z podziwem słucham i patrzę na tych, którzy potrafią skupić uwagę na swojej prezentacji. Są też tacy, którzy skutecznie „kołyszą” widownię do snu, i niektórzy zasypiają, chrapią.

2. „Jeśli człowiek zamknie bogactwo we własnej głowie, nikt mu go nie może odebrać. Inwestowanie w wiedzę zawsze przynosi największe zyski” … Benjamin Franklin. Już to kiedyś mówiłem. Gdybym ja to wiedział przed kilkudziesięciu laty! Pewnie byłbym w innym miejscu niż dzisiaj. W sumie pobierałem nauki przez 18.5 roku, cały czas bez potknięć, i co? Dopiero zacząłem rozumieć jak z przyuczonej wiedzy przyszło mi korzystać. Durniu, należało się uczyć tylko dla siebie! Teraz to zrozumiałeś? O mnie tu była mowa.

3. „Nie prośmy Boga o łatwe życie. Prośmy Go o siłę do znoszenia ciężkiego życia” … John F. Kennedy. Większość ma w tym względzie doświadczenie, niektórzy spore. Najgorzej mają Ci, co opływają w luksusach, aż tu nagle przychodzi krach i rozpacz. Co wtedy? Mają z sobą problemy. Ci zahartowani w niedostatku, poradzą sobie.

4. „Nigdy nie zapominaj najpiękniejszych dni twego życia! Wracaj do nich, ilekroć w twoim życiu wszystko zaczyna się walić”… Phil Bosmans. Ja często powracam do tego co za mną, niekoniecznie wtedy gdy się u mnie wali. Znajomi zarzucają mi, że tak nie powinienem, a ja swoje. Sentymentalnym jestem i już.

5. „Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje”… Paulo Coelho. No właśnie, gdy mi piszecie, że będzie dobrze, że sobie poradzę, że jestem „piękny i gładki”, karmicie moją duszę, wtedy jest lepiej, choć wątpliwości pozostają. Ciało bez duszy? Co ono wtedy warte?

Przepraszam za takie „odwalenie” tematu. Innych tu zasługa, nie moja, autorom tych myśli należą się dzięki. Mam nadzieję, że niedługo problemy będą mniejsze i napiszę coś ciekawego od siebie.

 

… „poczciwość prawdy się nie lęka” …

Tak pisał kiedyś Ignacy Krasicki w liście „Do księdza Adama Naruszewicza koadiutora smoleńskiego”. Pisze między innymi:

… „Niech syny ojców nieszczęść czytają osnowę,

Niech wiedzą, sprawy nasze poznawszy dokładnie,

Iż gdzie cnota w pogardzie, tam naród upadnie”…

6396d3079e2d979c9d041333a82a5336f5d92fc9

Brzmi to dość złowieszczo, ale gdy się nad tym zastanowić, myślę, że jest to prawda, szczera prawda. Prawda jest piękną cnotą. Jak jest z nią w naszym życiu osobistym, społecznym, politycznym każdy widzi, wielu gardzi cnotą prawdy. Wszyscy ponoć mówią i piszą prawdę. A jak jest w rzeczywistości? Ks. prof. Józef Tischner w książce „Historia filozofii po góralsku” pisze, że są trzy prawdy: „świento prawda”, „tys prawda”, i ta trzecia, przez przyzwoitość nazwy której nie przytoczę. Sadzę, że tej ostatniej jest najwięcej. Do której więc idzie zakwalifikować to co w danej chwili mówią, piszą? Rzadko uda się bowiem komuś powiedzieć, napisać prawdę. Wszyscy mówią, piszą, czynią pod siebie, byle tylko osiągnąć korzyści, by swoje było na wierzchu, by zgnoić drugiego. Dookoła nas pełno nieprawdy, półprawd, kłamstwa. Dotyczy jednostki, grupy, zbiorowości, partii itd. Nie zamierzać tutaj podawać przykładów, nie potrzeba, każdy niech przytoczy swój. Jest z czego wybierać. Co czynić? O sobie tylko powiem. Zgadzam się z tym, czym kończy Krasicki wspomniany na początku list: „Pisz, coś widział: poczciwość prawdy się nie lęka”. Staram się tak czynić, chcę być poczciwym, może się uda, nie lubię kłamstwa, wtedy sumienie mnie dręczyć nie będzie. Co z tymi co niczego się nie lękają, kłamią w żywe oczy? Nie wiem, jest ich do „naprawy”zbyt dużo, trudno będzie to wykorzenić, byleby się szybko zreflektowali i oby broń Boże, Ojczyzny nam nie zaprzedali.

 

… maj się zaczął … moje luźne skojarzenia …

maj-w-ogrodzie-prace-sezonowe_14900_5Każdy bez wyjątku, bez względu na wiek powie, że maj należy do najpiękniejszych miesięcy w roku. Różne są powody takich opinii, ale nikt im zaprzeczyć nie może. Na pewno są one inne gdy wypowiadają je młodzi, inne zaś gdy pochodzą od ludzi starszych. Mówią, że maj to piękna wiosna, to radość, która przychodzi po zimie. Idzie młodość, stajemy się przebojowi. To czysta, świeża, przepiękna natura, to co się budzi jest nowe, młode, daje energię, nadzieję, chęci do życia i działania. Tak, maj to jakby maleństwo, które ciekawe jest świata, chce tego wszystkiego spróbować, poznać, dotknąć. Raz bywa porywcze, innym razem ostrożne. To okres ożywczy także dla każdego z nas starszych. Na wsi trwają prace polowe, w sadach kwitną drzewa, po łąkach stąpają bociany, ptactwo w gniazdach wysiaduje jaja. Przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych słychać śpiew na majówkach, to okres I Komunii Świętych. Kwitną kasztany, więc mamy czas matur. Kwitną bzy, konwalie, upajamy się ich przecudnymi zapachami, tym niesamowitym ich aromatem. Dookoła wszystko rozkwita, ptaszki wesoło ćwierkają, bociany klekoczą, bywa pięknie, nawet wspaniale.   smedager maj 2012 328Maj, to jest młodość w sercach, nawet w moim skołatanym jest inaczej. Ruszyło grillowanie, dookoła nas kolorowo być zaczyna. Słoneczko świeci, dzieci się bawią, jest niezwykły, cudowny czas. Wielu młodych podejmuje na nowo majowe, swoje postanowienia, choćby takie jak: „teraz to poderwę, teraz to się zakocham, teraz to się wreszcie wezmą za naukę”. Mówią, że maj jest w nas. O tym, że to czas wielkich miłości tylko wspomnę, młodzi wiedzą to najlepiej. Można by tak w nieskończoność, każdy po swojemu. Myślę, że byłoby trudno zapisać wszystkie walory tego miesiąca. No, ale jak to w życiu, nie zawsze bywa tak pięknie. Pamiętamy jaki był co tylko zakończony tegoroczny kwiecień, albo jakie są te pierwsze dni maja. Trochę było na zachętę, lecz wcale tak dobrze to nie jest. Co ze mną? O tym co było, powspominać mogę, ale w tylko w ciszy i spokoju. Nic już tak nie będzie jak było, żal wracać. Jest chłodno, często pada, siedzisz i patrzysz przez okno na kolorowe parasole. Jeszcze chwilę upłynie zanim „wiosna buchnie majem”. Głęboko wierzę, że niedługo to nastąpi. W nocy lało, nawet zagrzmiało, teraz rankiem wreszcie pokazało się słoneczko. Może jeszcze tylko „trzech Ogrodników i zimna Zośka”, na pewno się doczekamy, buchnie. Na koniec – Leopold Staff i wiersz „Maj”-

Po złotej pogodzie
Majowej i bzowej
Powoli zapada
Zmierzch także majowy.

Obudził się wietrzyk
Łagodny i miękki
I brzozom podnosi
Zielone sukienki.

Przycicha swawolnie,
Na trawę się kładzie
I czeka na księżyc
Zaplątany w sadzie.

… nasza klasa pół wieku po maturze …

I kiedy to zleciało? Pół wieku mija, gdy nasza klasa V TEl zdawała maturę. Uczyliśmy się w Technikum Chemicznym, kier. elektroenergetyka w Tarnowie-Mościcach, w latach 1962-1967. Wczoraj mieliśmy okolicznościowe spotkanie. Dlaczego teraz? Otóż miesiąc maj to okres matur, Pierwszych Komunii Św. Koniecznie chcieliśmy odwiedzić naszą szkołę, zobaczyć co tam dzisiaj słychać, przypomnieć sobie mury, sale. Teraz była możliwość uzyskania stosownej zgody. Niestety, w tym znaczącym okresie naszego życia, odeszło z naszego grona kilku kolegów, większość naszych profesorów. Spotkanie rozpoczęliśmy na cmentarzu w Tarnowie-Mościcach odwiedzając doczesne szczątki spoczywających tam bliskich nam osób: wychowawcę klasy, polonistkę, innych profesorów, kolegów. Złożono kwiaty, zapalono znicze, w modlitwie polecono ich Bogu. Pozostałych nam bliskich, spoczywających na różnych innych cmentarzach w Tarnowie, Nowym Sączu, Bochni, Tuchowie, Limanowej odwiedziły delegacie z klasy, o nikim nie zapomnieliśmy. Niebawem odprawiona będzie Msza Święta w intencji tychże naszych zmarłych. Potem przenieśliśmy się do naszej szkoły, zwiedziliśmy szkołę, pracownie elektryczne, mieliśmy spotkanie w auli szkoły z Panem Dyrektorem. Opowiedział nam o dzisiejszym funkcjonowaniu szkoły, o jej dzisiejszym profilu, zamierzeniach. W swobodnej dyskusji rozmawialiśmy o tym co było, co teraz. Każdy z nas jest dumny, że kiedyś dane nam było tu właśnie uczyć się wiedzy i życia. Tu osobisty wątek, zapytałem Dyrektora, czy mógłbym na chwilę wejść na scenę. Uzyskałem zgodę, wszedłem, nogi mi się ugięły, po czym wyrecytowałem ad hoc fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ”Pieśń o żołnierzach Westerplatte”. Dlaczego moje nogi stały się jakby z waty? Otóż w czasie uczęszczania do tej szkoły dane mi było wielokrotnie na tej scenie występować. „Bawiliśmy” się wówczas w recytacje, prezentowaliśmy różne okolicznościowe programy słowne-muzyczne. Podziękowałem, zrozumiałe, ścisnęło mnie, jestem nadmiernie wrażliwy. Odwiedziny szkoły to piękny punkt programu naszego spotkania. Przenieśliśmy się do miejscowego Kasyna na uroczysty obiad, na okolicznościowe przyjęcie. Zaprosiliśmy naszego profesora matematyki, było miło i serdecznie. Wspomnieniom, rozmowom, także o tym co dzisiaj nie było końca. Niestety, przed wieczorem zaczęło intensywnie padać. Musieliśmy zweryfikować program naszego spotkania. Powrócimy do niego prawdopodobnie na początku września. To było nasze szóste spotkanie klasowe, w ubiegłym roku odbyliśmy dwa takie spotkania. Zaczęło do nas docierać, że „Bóg widzi, Czas ucieka, Śmierć goni, Wieczność czeka”, że coraz bliżej do „finału”, że z latami jest nas coraz mniej. Czemu o tym? Uważam, że to jest wyjątkowe, znaczące wydarzenie, godne odnotowania.       slajd2

… marzenia starowiny … oj dziadu, pod piec! … grzej te stare kości …

1-1138

Warto myśleć gdy się coś pisze, czy mówi. Jeden z moich znajomych zapytał nie czy mógłbym coś powiedzieć na temat swoich marzeń. Pewnie zauważył, że w moim „pisaniu” często wspominam, odnoszę się do tego co za mną. Przyznaję, ma rację, ale taki już jestem. To co przeszło jest mi znane, to co przed bywa niewiadomą. Pomimo, że myślę o tym co mnie za chwilę czeka, to przecież nie wiem co się może wydarzyć. Obym tylko nie wpadł w pułapkę, bym nie próbował mówić o marzeniach, które już były. Było ich sporo, ale tylko część się powiodła, reszta została tylko marzeniem. Czy człowiek w moim wieku może jeszcze marzyć? Pewnie tak, mnie się przytrafia. Inne to marzenia, ale zawsze marzenia. No więc o czym? Najwięcej, tradycyjnie tyczą zdrowia. Marzę, by noga powróciła do jako takiej sprawności, by przy okazji nie wysiadło biodro, by niekoniecznie polkę, ale choćby tango móc jeszcze zatańczyć. Chciałoby się by specjaliści, do których chodzę mogli mówić: „jest jeszcze nieźle”. Marzenia te ze zdrowiem związane, rzutują na inne. Gdyby było dobrze to może wyruszyłbym gdzieś w podróż, powróciłbym do śpiewania z naszym zespołem. Marzą mi się moje Żuławy, piwko „Pod bocianim gniazdem” w Mikoszewie, dobre, świeże ryby w Stegnie czy lody „U Idziego” w Jantarze. Moi przyjaciele z zespołu występuję tu i ówdzie, ja ze smutkiem patrzę na to z boku. Może udało by się wsiąść do samolotu i polecieć sobie? Uciążliwa to podróż, ale mam do kogo. Chciałbym nadal spełniać się jako lektor, komentator w mojej Pustelni, móc się denerwować na meczach naszej Pogoni, wziąć wędkę i się zrelaksować. Nadto marzę, by móc jeszcze usiąść ze znajomymi przy kawie, poplotkować, popatrzeć na piękno, którego pełno wokół.   2-1307809888_by_bronxxx_600Niektóre moje marzenia należą do tych z kategorii „ściętej głowy”, no bo chcę by politycy się wreszcie dogadali. Jeśli nie, to by zachowywali się przyzwoicie, by Ojczyzna dla wszystkich oznaczała to samo, by pamiętali o innych, nie tylko o sobie. Marzy mi się by była u nas III liga, a tu zanosi się, że spadną z IV-tej. Do majętnych nie należę, ale gdyby nagle pojawił się jakiś znaczący dochód, to naprawdę nie zwariowałbym. No i jedno z ważniejszych marzeń, by nikt nie „odbezpieczył granatu”, by był pokój i spokój, by emigranci mogli powrócić do swoich krajów, Europa zaznałaby wreszcie spokoju. Marzy mi się też znaczne zrzucenie wagi, bo już nieładnym się robię. Wiek swoje, do tego „samara”, wstyd. A co z samochodzikiem? Mam „dojrzałego partnera”, znamy się już wiele lat, myślę, że „dowiezie mnie do mety”, jestem jemu wierny. A co z kobietami? Proszę, zwolnijcie mnie z odpowiedzi. Moje serce ma dwie komory, dwa przedsionki, pojemne jest, ale zajęte. Przez kardiologa znaczy się, to tyle w tym temacie. Czy się podkochuję? Oczywiście, taki wrażliwy facet i bez obiektów do westchnień? Kiedyś córka mi powiedziała: „tato jeśli kilka, to bezpiecznie, gdyby jedna to już może być problem”. Słucham córki, jest więc jak jest. Coby tu jeszcze? Wystarczy, gdy zapytacie w komentarzach, spróbuję odpowiedzieć. Ciekawe co o tym myśli ten, który mnie niedawno namówił do napisania tego postu, mój znajomy, prawie sąsiad, którego mam przyjemność znać osobiście. To zacny Imć Waść ~Tatul, „były belfer”, ciekawe co pomyśli o tych moich bazgrołach, czy aby o to Jemu szło? Dziękuję, że zechcieliście poświęcić swój drogi czas, wszystkich pozdrawiam. :)   3-1378316525_wv9f3l_600

… staram się chodzić swoimi ścieżkami … tup, tup, tup …

1-1316166304_by_kolczyk456_600

Rodzi się pytanie, czy aby zawsze tak było? Zrozumiałe, że w dzieciństwie kierowali mną rodzice, nauczyciele w szkole, przełożeni w wojsku, przełożeni w pracy. Gdy się już było pełnoletnim zaczęło się życie na własny rachunek. To nasze życie, jest niezwykłą wędrówką, pełną wzlotów, ale i upadków. Wyruszasz bracie każdego dnia, gdy się tylko obudzisz. Masz cel przed sobą, ale czy wiesz dokąd zawędrujesz? Idziesz własną dróżką, ścieżką zgodnie ze swoimi przekonaniami, ze swoim obranym celem i swoją naturą. Czy warto iść swoją drogą? Zapewne tak. Jednakże nie jest to taka oczywista odpowiedź. Najtrudniej przełamać się i wykonać pierwszy krok by podjąć własną wędrówkę przez życie. Może nieraz potknąłem się, ale to była moja droga, mój wybór i to ja poniosłem konsekwencje, pełną odpowiedzialność, gdyż to była moja wędrówka z jej dobrymi i ciemnymi stronami. Tak też ze mną było i jest. Były to moje wybory, wybory w moim życiu osobistym, w mojej edukacji, w podejmowaniu i świadczeniu pracy, w realizacji moich zainteresowań. Szukałem swojego miejsca w życiu, wiele razy nieco pośpiesznie, stąd i rezultaty bywały różne, często mizerne. Powinno to wszystko służyć głównie mnie, niestety bywało inaczej. O jakich moich ścieżkach myślę? Za najważniejszą dla mnie uważam moją „drożynę” tyczącą się mojego światopoglądu. To ona rzutuje na moje zachowania na innych życiowych drogach. Tak jest w przypadku pojmowania stosunków międzyludzkich, poglądów politycznych, stosunków społecznych, kulturalnych itp. Może zdarzają się drobne, sporadyczne odstępstwa od tych zasad, lecz główne moje spojrzenie w danej kwestii bywa niezmienne. Szczegóły to moja osobista sprawa, nie powinienem publicznie o tym rozprawiać, więc nie rozprawiam.                   2-1388761686_b9kjat_600Niby od nas zależy jak żyjemy, dokąd zmierzamy, ale często liczymy się ze zdaniem innych. Ile ludzi, tyle życiowych dróg. Mam przyjaciół, z którymi mamy podobne poglądy na życie, ale każdy z nas poszedł inną, swoją drogą. To zrozumiałe, bo choćby to, że inne nasze rodziny, inne zwyczaje, różne wartości, różne recepty. Ponieważ mamy tylko jedno życie, powinniśmy iść swoją drogą. Oczywiście zdarzało się, że rad innych słuchałem, decyzja tycząca wyboru zaś moją była. By być ze swej drogi zadowolonym, dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nasze postępowanie akceptuje. Czy niekonwencjonalne zachowania są wskazane? Jeśli odnajdę w nim to co dla mnie dobre, co sprawi, że będę lepiej i piękniej żył, to tak. Pewnie wielu z nas coś w swym życiu, które za nami by zmieniło. Wiem, że w kilku przypadkach powinienem postąpić inaczej, nie sugerować się podpowiedziami innych. Oni nie byli „w moim odzieniu”, nie czuli tego, należało głębiej się wtedy zastanowić, bo to moje życie, które się już nie powtórzy. A teraz? Owszem człowiek myśli, racjonalnie podchodzi do problemów, ale to już nie ta skala, nie ten ciężar gatunkowy. Pewnie mniejszy niż kiedyś, ale w skutkach może być bardziej znamienny niż dawniej. Po prostu czasu coraz mniej na naprawianie błędów, nie zawsze z przyczyn obiektywnych jest to już możliwe. Mówią, cobyś w życiu nie zrobił, jak nie postąpił, żałować możesz. Jedno co wydaje mi się pozytywnym w przypadku mojej osoby, to fakt, że ostatnio mniej tym wszystkim się przejmuję. Sił już nie starcza, koncept gdzieś się podział. Dzisiejsze moje drożyny są więc z konieczności krótsze, uboższe, ale zmierzają w tym samym kierunku co te „stare”, dobre, sprawdzone.             3-1344523164_byytvj_600

… a jeśli mnie to spotka niebawem? … co wtedy? …

1-1309635846_by_mylord_600

Niedawno przybył mi roczek, jeszcze o tym pamiętałem, także od wielu z Was otrzymałem piękne życzenia. To miłe, pamięć nas póki co nie zawodzi. Człowiek się cieszy, ale jak długo jeszcze? Dla niektórych z nas zbliża się finał, pamięć zaczyna szwankować, siły się gdzieś podziewają. Niejeden ma wokół siebie znajomych, którzy z tym zaczynają mieć poważne problemy. Na dodatek tyle dowcipów na ten temat każdy z nas słyszał. Niby często odbieramy je na wesoło, ale w tym jest i trochę strachu, także obaw co z nami będzie. Widzę po sobie, że wszystko zdarzyć się może. Ot tak na wesoło, w odniesieniu tylko do własnej osoby postanowiłem przytoczyć usłyszane gdzieś cztery dowcipy, po czym komentuję je po swojemu, tak jak ja je odbieram, lekko, ale poważnie.     2- unnamed

1. „Na ławce w parku siedzi staruszek i płacze. Podchodzi do niego przechodzień i pyta:
- Dlaczego płaczesz?
- Synu mam 80 lat, dwa tygodnie temu ożeniłem się z seksowną laską, ma 22 lata, super gotuje, kochamy się oboje nawzajem, wieczorem mi czyta …
- No to o co chodzi?
- Nie pamiętam gdzie mieszkam!”.

Na szczęście nie czeka mnie ożenek, taka laska też raczej mi się nie trafi, no bo konto ubogie, i nie tylko. No, ale co będzie gdy zapomnę nazwiska, adresu lub drogi? Jak powrócę do domu? Perspektywa dla samotnego niewesoła. Zauważcie, że jednak coś staruszek zapamiętał.

2. „W przedziale w pociągu naprzeciwko starszego pana siedzi ładna, młoda dziewczyna w mini spódniczce. Mężczyzna zerka i zerka na jej nogi, w końcu mówi:
- Czy byłaby pani tak łaskawa i zakryła kolanka? I pani będzie cieplej, i ja drżeć przestanę…”. Dla mnie proste, nie będę spoglądał na dziewczyny w miniówkach. Drżeć z tego powodu nie wypada i nie jest to zdrowe, a tak by sobie człowiek popatrzył!

3. „Mój dziadek ciągle narzeka, że koszty życia strasznie wzrosły w dzisiejszych czasach. Mówi: – pamiętam kiedy byłem młody – mama mi dała 5 złotych na zakupy, a ja wróciłem do domu z pełną reklamówką – wędliny, mleko, chleb, ser, masło, herbatniki. A teraz co? Wszędzie te lustra, te kamery”. Masz babo placek, dziadek kiedyś sobie radził, zaradnym był, a my? My też, nawet inteligenci „pod kasą” potrafią, ostatnio wiele o tym mówiono. Biorą co pod ręką, jeno zamiast żywności pen drive. Ponoć gdy taka krew, biedaczek jeden.       3-1282927349_by_KSU13_6004. „Babcia i dziadek oglądają program uzdrowiciela w telewizji. Uzdrowiciel polecił, by wszyscy, którzy chcą być wyleczeni, podeszli do telewizora, położyli jedną dłoń na odbiorniku, a drugą w tym miejscu, które ma być wyleczone. Babcia wstała i powoli pokuśtykała do telewizora, położyła na nim prawą rękę, a lewą na ramieniu dręczonym przez artretyzm, który sprawiał jej wiele bólu. Potem dziadek wstał, podszedł do telewizora, położył na nim prawą rękę, a lewą w pewnym wiadomym miejscu. Babcia skrzywiła się i powiedziała:
- Chyba nie zrozumiałeś. Celem tej terapii jest wyleczenie choroby, a nie budzenie się w tym wieku na nowo”. Śmieszne? Wcale nie, dziadzio też chciałby. Zapomniał biedaczyna, że siły już nie te, tylko chęci pozostały. Samo życie! A ja? Wczoraj zjadłem pierwszego tej wiosny loda! Ale mnie zmroziło!

I to by było na tyle. I co ty Andrzeju na to? Wiele z tego już mnie dotknęło, inne dotykają prawie codziennie. Chwała Bogu jeszcze stawiam swoje „kikuty”, jeszcze nieco pamiętam, nawet coś mi się przypomina ze szkolnej ławy. A to już 50 lat po maturze! Niebawem się z kolegami spotkamy, oby tylko doczekać w przyzwoitym zdrowiu. Zwróćcie Państwo uwagę na załączone przeze mnie w tekście obrazki. Prawda, że są trafne, takie mądre, takie wymowne? Nauki z tego odpowiednie płyną. A teraz po tym luzie, lekkiej frywolności, słów kilka na bardzo poważnie, idą Święta, mamy Wielki Tydzień. Więc wszystkim Wam i Waszym bliskim życzę: „Zdrowych, radosnych Świąt Wielkanocnych. Wesołego Alleluja”.     4-003