… między nadzieją a strachem …

1421524820_log7v2_600

Patrzę w okno, piękne słoneczko, lekki wietrzyk, cieplutko. W nocy deszczyk „kapusiał”, było chłodno. Ostatnio zmienia nam się pogoda, oznaka, że nadchodzi jesień. Podobnie zmienia się mój nastrój. Rano byłem jakiś podszyty strachem, teraz prawie wesolutki. Macie rację, kiedy mi często przypominacie: „gdy wróci pogoda, będziesz inny”. Tak jest jeśli idzie o pogodę atmosferyczną, ale nie tylko. Dzisiaj opowiem o pogodzie ducha, mojego ducha i moich przyjaciół. Już gdzieś wspominałem o drugiej części spotkania klasowego „50 lat po maturze”. Spotkaliśmy się po raz siódmy w ostatnią sobotę. Pogoda wymarzona, atmosfera prawie rodzinna, spotkanie u naszego kolegi w Ich rekreacyjnym ogrodzie. W klasie maturalnej było nas ponad trzydziestu dżentelmenów, dzisiaj już ośmiu po drugiej stronie. Coraz bardziej do nas dociera, że „czas ucieka, wieczność czeka”. Czy się boimy? Pewnie jak każdy, ale te spotkania trwogi nie budzą, budzą nadzieję, wiarę, że jeszcze, chociaż trochę. Ci co odeszli spoczywają na cmentarzach w Tarnowie, Nowym Sączu, Trzcianie k. Rzeszowa, Tuchowie, Limanowej, Bochni. Pamiętamy o Nich. Podobnie jak i o naszych Profesorach. Jak to wygląda dzisiaj? Przybyło nas ok. 70 %, niestety nie wszyscy mogli. Skąd przybyli? Z Chicago, z Tychów, z Rzeszowa, z Nowego Sącza, z Krakowa, z Dąbrowy Tarnowskiej, z Brzeska, ze Staniątek. Najwięcej oczywiście z Tarnowa, no i ja „scyzoryk”ze Świętokrzyskiego. Były też Połowy niektórych kolegów. Gospodarze wyprawili nam sute przyjęcie, prawie jak weselisko! Dziękujemy! Rozmowy, wspomnienia, życzliwa atmosfera, to co nas scala, buduje nasze więzi. Dobrze to określił zaproszony na spotkanie, nasz Profesor od matematyki /On się nam jeno ostał/ mówiąc, cytuję: „Wszystko na tym spotkaniu było piękne, przemyślanie zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. To spotkanie pozostanie na długo w mojej pamięci a piękne zdjęcia pozwolą powrócić do tych chwil mile spędzonych. Pogodę mieliśmy wymarzoną i przemiłą atmosferę spotkania, dziękuję”, koniec cytatu. Spotkania te dokumentujemy, pozostają wspaniałe pamiątki: teraz jeszcze dla nas, potem dla dzieci i wnuków, jeśli oczywiście zechcą. I tu moje osobiste szczęście. Bywam jednym z organizatorów tych spotkań, zajmuje się logistyką /komputer i poczta, telefony/. Widzicie jaki jestem „bogaty”? Mam tyle zdjęć, filmików, a ile przeprowadzonych rozmów! Mogę śmiało powiedzieć: „bida mi nie straszna”! Jakie to miłe i budujące. Nie potrafię opisać naszych radości, wzruszeń, które były naszym udziałem na tym spotkaniu. Podziałało na nas jak balsam. Pozostawię to Waszej wyobraźni. W domu mnie wszystko boli, tam nic nie bolało. Wróciłem i znowu podobnie. Oczywiście, w przyszłym roku, jak Opatrzność pozwoli, znów się spotkamy. Nawet mnie zobowiązali bym czuwał. Tak właśnie ze mną jest: „inter spem et metum”, czyli żyję „między nadzieją a strachem”. Wniosek oczywisty, więcej kontaktów, wtedy nadzieja przezwycięży strach. Głęboko w to wierzę.         1296512276_by_MrTheAdinek_600

… jak dalej żyć? …

1-1352293475_bbzq9d_600-1

W ostatnim czasie to powiedzenie stało się modne w polityce. Zaś moje życie stało się takie jakieś „przekichane”. Niby coś tego oleju jeszcze w głowie pozostało, niby już doświadczony, a poradzić sobie nie mogę. Z konieczności mam mniej ruchu, do tego gdy pogoda kiepska i zmienna i znowu mamy dołek za dołkiem. To jeszcze nie tragedia, ale ciągle coś w głowie siedzi. Przyznaję, przytłacza mnie to wszystko, żadnej wizji przede mną. Jakoś nie widzę w tym większego sensu, brak mi odwagi by z tym coś zrobić, by poczuć się wolnym od wszystkiego. Na szczęście już tak nie rozmyślam o tym, że zrobiłem źle, że coś nie wyszło, że mogło potoczyć się inaczej, lepiej, ale o tym, że dzisiaj nie wszystko wychodzi, to tak. Nie mogę oczekiwać, że będzie lepiej, bo zdrowie i siły już nie te. Życie takie jest krótkie, a ja się znowu użalam.Wstał nowy, kolejny dzień, znowu zwątpienie, ale przecież to minie. Budzisz się stary z nadzieją na lepsze jutro. A tu coś gryzie, korci, zżera od środka, pochłania myśli, rujnuje pogodne usposobienie, doprowadza nawet do złości. Nie wiem co o tym myśleć. Może psychiatra potrzebny, albo porządny klaps? Trochę smutny, rozżalony, bo to i owo się nie układa. Ta bezradność, czasami pustka i cisza, skłaniają mnie do niepotrzebnych rozmyślań. To mnie niszczy. Myśli moje bywają chore. Muszę starać się nie popełniać błędów by gorzej nie było, spróbować przestać się biczować. Także dlatego, że ma się taki a nie inny charakter. Wychodzi na to, że jestem taką durną kreaturą życiową. Uważam się niby za pełnoletniego, ale potrzeba w końcu mi odwagi, by przywróć nadzieję, odgonić zmartwienia. Nawet miewam komputera dosyć. Czy potrafię podnieść wyżej głowę, ale tak by nosem nie zahaczyć o chmury, patrzeć pod nogi, popatrzeć w bok, normalnie żyć? Czy to mi się jeszcze uda, czy fizycznie będę w stanie, czy nie wpadnę w depresję? Wiem, że życie ma sens, miłość ma sens i nadzieja także. Tylko to moje ciągłe użalanie się nad sobą nie ma sensu. Weź się w garść chłopie i przestań płakać! Tak mi mówią, ale takie to dla mnie trudne. A może coś uda mi się wymyślić?     2-1321973506_by_doma96_600-1

… czas już do szkoły …

57c5bac70f332_o,size,933x0,q,70,h,9c3e0d

Ja o szkole? Sam już „przerośnięty”, córka od wielu lat naucza, czemu więc? Spokojnie, mędrkował nie będę, jeno zdań kilka od siebie napiszę. Jak jest i jak być powinno, nie mnie o tym rozprawiać. Czy mają być gimnazja, czy też nie; czy powracać do szkół zawodowych, średnich technicznych? Jak to u nas bywa, jedni za, drudzy przeciw. Tu prezentuję pogląd, że nauczyciel przede wszystkim służy szkolnictwu, a nie szkolnictwo nauczycielowi. Edukować należy dzieci i młodzież przy pomocy dobrych nauczycieli, nauczycieli przygotowanych merytorycznie, z powołaniem. Im powinno zależeć na poziomie nauczania, na prestiżu swego zawodu, na prestiżu szkoły. Programy z przedmiotów ścisłych nie powinny w ogóle być przedmiotem kontrowersji, zaś z przedmiotów humanistycznych można przecież przedstawić jednocześnie różne, główne, istotne punkty widzenia. Oczywiście struktury w szkolnictwie są ważne, wynagrodzenie jest ważne, ale niechże powróci nauczycielski autorytet. Relacje nauczyciel-uczeń? Różnie, jedni ostro, surowo, inni we wzajemnym poszanowaniu, jeszcze inni w sposób elastyczny. By cieszyć się autorytetem trzeba być przygotowanym, posiadać wiedzę, umieć ją przekazać. Uczeń musi mieć świadomość, że oto jest ten właściwy, wspaniały nauczyciel. Szkoła nie tylko ma uczyć, ale i wychowywać. Wszystko inne jest mniej istotne, Ja to wiem, edukowałem się przez sporo lat. W miarę jestem dobry z tych dziedzin, których nauczali mnie dobrzy nauczyciele. Taki pedagog odczyta poprawnie danego ucznia, poprowadzi jego właściwie. To wszystko co chciałem w telegraficznym skrócie powiedzieć. Owszem genetycznie różni są uczniowie, różne warunki, różne domy rodzinne, różne otoczenie, ale nauczyciel to podstawa. Niczego nie uzdrowią zmiany systemu, zmiany programowe. Potrzeba właściwego od maleńkiego podejścia rodziców i dobrych, oddanych, z powołaniem nauczycieli. To piękny, trudny, odpowiedzialny zawód, przywróćmy jemu należną pozycję. Odłóżmy waśnie, spory, miejmy na względzie wszelkie dobro od Was płynące. Może wielu z Was, z moim punktem widzenia się nie zgodzi, trudno. Uważam, że mniej dyskusji, więcej pracy. Dobrego, szczęśliwego, owocnego, nowego roku szkolnego życzę wszystkim, tym przy tablicy i tym w ławkach.      1440430152_by_Kapitan_500

… o tym i owym … inaczej „ab hoc et ab hac”…

1 - 60231- 121

Brzmi poważnie, wszak to łacina. No cóż kochani, zdziadziałem. Dookoła różne uroczystości, różne imprezy, a człowiek z konieczności w chacie. Nic na siłę. Powiedzmy, że na upartego mógłbym, ale czy miałbym satysfakcję? Dobrze, że staram się dochować trzeciego przykazania, więc okresowo dom opuszczam, zobaczę ludzi, nawet w refektarzu wypiję kawusię. Przed blokiem mamy ławeczki, przez ulicę park, gdy odpowiednia pogoda człowiek się dotleni. Teraz dopiero widzę, jakie przykre jest to gnuśnienie w domu. Dość narzekania, nie ja jeden tak mam. Jest nadzieja, że może jeszcze kiedyś sytuacja się poprawi. Nie próżnuję, więcej czytam, oglądam, rozmyślam. O polityce nie chcę się wypowiadać, choć jej poświęcam dużo czasu. Powód jest prosty, tu nie ma żadnych sentymentów, tu głównie interesy. Nie tylko narodowe, ale przede wszystkim osobiste. Podnoszą nasi głowę w trosce o swoich, no to zaraz inni kontrują, ponoć w obronie wszystkich. Może i tak, ale przede wszystkim by coś tu ugrać dla siebie. Strofuje nas Unia, niektóre kraje grożą, ku czemu to zmierza? Nawet o Puszczę Białowieską się kłócą. Nie pojmuję, pewnie nie jest dobrze, niektórzy o pomoc Unię proszą. Obcy przyjdą do nas? Chętni pewnie by się znaleźli, nasza historia to potwierdza. Jest tu coś jeszcze gorszego, sami we własnym domu mamy problemy, nie możemy się porozumieć, ba, jest coraz gorzej. Kuleje współdziałanie władz centralnych z samorządowymi, bo to inne opcje. Jedni i drudzy są Polakami, czy to można zrozumieć? A kłamać, to kłamią na potęgę, byle tylko ich było na wierzchu, jedni bez końca, drudzy może mniej. W świecie też niewesoło, oby tylko ktoś pierwszy nie odpalił. Anomalia pogodowe w kraju sprawiły, że dosięgły wielu klęski żywiołowe, ludzie stracili dobytek, nawet życie, ucierpiała przyroda. Tu też wśród polityków kłótnie, dlaczego? Przecież to nie służy poszkodowanym. Myślicie, że w sporcie lepiej? Jesteśmy tacy, jakimi jesteśmy. Media, dziennikarze, to Oni robią z naszych gwiazdorów. Niektórym, tym dobrym nie przeszkadza, robią swoje, osiągają wyniki. Innym, tym wyniesionym przez media na piedestały gdy nie wychodzi, dostaje się od tychże mediów rykoszetem. Rządzący mówią, że w gospodarce leci nieźle, opozycja straszy klęską. Ostatnio wiele jest osobistych „wycieczek” pod adresem byłych i obecnych polityków. Nie mogę tego zrozumieć, ludzie inteligentni, wykształceni, ponoć szlachetni i prawi tak postępują? Moim zdaniem wszystko przez brak w ich życiu prawdy, honoru i pokory. Niestety, dla wielu te szlachetne cechy idą w kąt, liczy się tylko kasa, własne ego. Miało nie być o polityce, ale człowiek tego zdzierżyć nie może, musi z siebie wyrzucić. Jedni chcą emigrantów, większość jednak nie. Ja za tymi ze wschodu, tam pozostało wielu naszych, także z zachodu nasi zaczynają powracać. Dla tych innych obcych strawa, odzienie tak, ale nie tutaj. I co dalej? „Tam gdzie muszę to wyruszę”, inne ruchy, zobaczymy. Z lekarzami się nie rozstaję /tu zawsze mogą nas spotkać niespodzianki/, czeka mnie druga część spotkania klasowego „50 lat po maturze”. Wracają nasze polskie seriale, ponadto nie wiem co dalej z „El Principe – dzielnica zła”, ze „Złotym sercem”. Załączone dziś obrazki, nie łączące się wprawdzie wprost z postem, są jednak życiowymi, refleksyjnymi. I jeszcze jedno: od dziecka, nie mam problemów z apetytem, to pocieszające, prawda? Tylko ta masa, sporo za dużo. Unikajmy stresów, niszczą zdrowie! Pozdrawiam. :)     2 - 54118-n11

… „w czasach naszych ojców” …

1-1312206564_by_sibro_600

Na wspomnienia mnie zebrało. By brzmiało ciekawiej: po łacinie „apud patres”. Inne to były czasy, dzisiaj dla młodych trudne do wyobrażenia. O kilku takich sytuacjach, zdarzeniach, jedzeniu, pracach itp., z mojego środowiska wiejskiego postaram się opowiedzieć. Nie będzie to zbyt uporządkowane, ale w jakimś stopniu odda atmosferę, pokaże ówczesne nasze życie. Nie było dróg utwardzonych, najgorsze były odcinki piaszczyste lub gliniaste. Po opadach deszczu mieliśmy radochę, gdy pojawił się na drodze ciągnik Lanz Bulldog, co było rzadkością, i gdy się „zakopał”. Spod kół rzucało błotem, niejednego pchającego błoto „przystroiło”. Myśmy temu się przyglądali i cieszyli tym widokiem. Wozy konne w większości były „żelazne”, „gumki” dopiero się pojawiały. Do lekarza, takim konnym „pogotowiem” dowożono chorego, bywało, że mnie także. By było śmieszniej, to na wozie pierzyna, wóz podskakiwał, najgorzej na odcinkach gdzie były tzw. „kocie łby”. Latem biegaliśmy „na bosaka”, w obuwiu tylko do szkoły i do kościoła. Nasza rzeka Czarna była „żywicielką” i cudownym „basenem”, przesiedzieliśmy latem w rzece ile się dało. W wakacje pasało się bydło, pomagało w żniwach, kąpało w rzece, łowiło ryby, przez siebie przygotowanym sprzętem /kij leszczynowy, nić, haczyk ze szpilki, spławik z gęsiego pióra/. Zimą było podobnie, mieliśmy „robione” sanki i łyżwy. Zajadaliśmy pyszności: chleb z masłem lub śmietaną, posypane cukrem; zalewajka; ziemniaki z barszczem; jajka w różnej postaci; owoce; kasza ze śliwkami; „parowane” ze śmietaną, cukrem i cynamonem”; chrusty; bliny. Bywało i mięso: własne wyroby z hodowanych swoich „blondynek”; lub gdy kogut nie doczekał niedzieli. Przepyszna wędzona kiełbaska, wędzona polędwiczka, kiszka w „Maćku”, najlepszy na świecie salceson; rosół z kluseczkami „mamuni” itp. Jakie smaczne były chleby z pieca, ciasta drożdżowe! Ślinka leci. W szkole gdy było trudno, leniwych w „kozie” zostawiano, by przyswoić sobie wiedzę. Dla ciekawości, podrzucę kilka terminów z tamtych czasów: pomiotko, pociosek, drapacha, żarna, maśniczka, rozwora, podyma, zapole, mendel, cebrzyk, praska, skopek itd. Wiecie co to takiego? Pamiętam, jak tato uczył mnie orać: „masz dojść do tego, by tylko palcem dotykać capigi, pług ma iść równo”. Po pewnym czasie potrafiłem, jak wiele innych prac. W żniwa kosy błyszczały w słońcu, potem młocka, która do trudnych prac należała, kurzu było co niemiara. A pamiętacie cepy? To tyle, pokazałem cząstkę naszego dzieciństwa. Pewnie mógłbym o tym bez końca. Dzisiaj, patrząc wstecz, chcę powiedzieć, że było jak było, ale było radośnie, tak w domu rodzinnym, w rodzinie, grupie, w szkole. Oczywiście psociliśmy, ale nie tak jak to robią dzisiaj. Nikomu nie przyszłoby do głowy, by nauczycielowi założyć na głowę wiadro. Rozczuliłem się, wystarczy, pomimo takiego poziomu życia, biedy, coś z nas jednak wyrosło. Kochani, Bartłomieja tuż, tuż. Bociany odlatują, życzmy im szczęśliwej drogi. A czy stosowne podanie bocianom dostarczyłeś? Babciu, dziadzio ! Przypomnijcie młodym, może jeszcze zdążą !     3-1271535417_by_MastereKKK_600

… szlachetne zdrowie … z telefonem komórkowym …

jezeli-potrzebujesz-wiekszego-ekranu_2016-05-17_15-33-17

Niewiele dzisiaj osób, które nie mają telefonu komórkowego. Te starsze telefony jako proste, nowsze „wypasione”, w większości są to smartfony. Służą nie tylko do rozmów, ale są także przenośnymi komputerami. Czytamy teksty, w tym najnowsze wiadomości w sieci, korespondujemy ze znajomymi, korzystamy z portali społecznościowych. Wpatrujemy się w ekrany swoich „cacek” wiele godzin. Popatrzmy na ulicy, ile rąk podniesionych, ile gadania. To już prawdziwa choroba, uzależnienie. Ma to swoje konsekwencje dla naszego zdrowia, dla kręgosłupa, oczu, rujnuje psychikę. Od siebie dodam, że ze stacjonarnym komputerem wcale nie jest lepiej, sam na sobie doświadczyłem tegoż „dobrodziejstwa”. Niewłaściwe zorganizowanie sobie stanowiska, nadmierne siedzenie przy komputerze zrobiły swoje. Kręgosłup na odcinku szyjnym zrujnowany, wzrok podupadł, coś z moją psychiką nie tak. Przypadkowo coś przeczytałem ostatnio w sieci w temacie „dobrodziejstw” telefonów komórkowych. Chcę się podzielić z Wami pewnymi informacjami, które mnie szokują.      demot-176-452Według naukowców, wpatrując się w ekran telefonu komórkowego, obciążamy kręgosłup z siłą 27 kg. Co to oznacza? Nasza głowa waży średnio 5,5 kg. Gdy trzymamy ją prosto, naciska pionowo na kręgosłup, czyli prawidłowo, kręgosłup jest do tego przystosowany. Gdy wychylimy głowę do przodu, siła nacisku znacznie się zwiększa. Korzystając z telefonu, nie pochylajmy więc głowy do przodu. Robimy duży błąd, to jest niebezpieczne. Problem zauważono, zajmują się nim naukowcy, m.innymi Kenneth Hansraj, chirurg i ortopeda specjalizujący się w chorobach kręgosłupa w klinice Chirurgii i Rehabilitacji Kręgosłupa w Nowym Jorku. By czegoś nie „przekręcić”z ustaleń dr Hansraja, o których czytałem w sieci, ich fragment zacytuję. Ustalił: „Ważny jest nie tylko kąt nachylenia głowy, ale przede wszystkim czas, jaki spędzasz w tej pozycji. To on ma decydujący wpływ na powstawanie niekorzystnych zmian w kręgosłupie. Najbardziej zagrożone są dzieci i młodzież. Obliczył, że nadmiernie obciążamy kręgosłup co najmniej przez 2 do 4 godzin dziennie! Łącznie daje to od 700 do 1400 godzin rocznie. A uczniowie szkół ponadpodstawowych spędzają z telefonem komórkowym nawet 5 tys. godzin w roku! Nic dziwnego, że u wielu młodych ludzi kręgosłup jest w tak złym stanie, że wymaga interwencji ortopedy i fizjoterapeuty. Wpatrywanie się w ekran komórki może powodować wiele dolegliwości takich jak: przewlekłe bóle górnej części pleców, skurcze mięśni, bóle barku, ramion. Z czasem ból może wędrować na całe ręce. Nieleczone dolegliwości powodują trwałe stany zapalne i zwyrodnienia. To jednak nie wszystko. Lekarze uważają także, że zbyt długie używanie telefonu komórkowego może powodować też bóle głowy, problemy z układem nerwowym, choroby serca i depresję”.      ccd9456159f25ee23aca8e4769d4e0d09762To tyle o wynikach badań naukowców. Są to poważne ustalenia. Co robić? Lekarze radzą: trzymając w ręku telefon, podnieśmy go wyżej, tak, aby nie zginać szyi; wykonujmy też ćwiczenia, kilka razy poruszaj głową raz w lewą, raz w prawą stronę; stańmy we framudze drzwi i wysuńmy ręce na boki; zróbmy krok w przód, tak, aby rozciągnęły się mięśnie klatki piersiowej. Chociażby tyle. Jak widzimy, przy niezaprzeczalnych zaletach telefonów komórkowych, od razu pojawiają się po pewnym czasie problemy ze zdrowiem. Przyznajmy, dzięki „komórce” niejednemu uratowano zdrowie lub życie. Jednak dziś mówi się o tzw. syndromie SMS-owej głowy, a to już jest poważnie. Można zadać sobie pytanie: „dawniej, niekoniecznie w buszu, było lepiej”? Sam sobie odpowiem, też były choroby, może nieco inne. W sumie „szlachetne zdrowie” jest dla nas najważniejsze !

… wielcy o uczciwości …

1333488391_by_RaCmin_600

Życie niesie niespodzianki, te dobre, ale i takie, o których wolelibyśmy najlepiej szybko zapomnieć. I mnie to spotkało, próbuję zapomnieć, ale jakoś siedzi mi to cały czas w głowie. Tyczy ogólnie rzecz biorąc uczciwości pomiędzy ludźmi. Nie o tym przypadku będzie tu mowa, lecz przytoczę kilka myśli o uczciwości ludzi znanych i się do nich odniosę.

1.”Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie” /Epikur/. Ciekawe jak czują to ci, którym się tylko wydaje, że żyją poczciwie. Pewnie sądzą, że wszystko jest w porządku, ale czy na pewno? Zdarzało mi się, że czasami nie byłem do końca w porządku, nawet z samym sobą. Wiecie, że gryzło mnie to do czasu aż musiałem błąd naprawić w wymiarze, tak bym mógł się uspokoić. Czy to wystarczy?

2.”Pogodna wesołość jest nagrodą uczciwego życia”/Ernest Renan/. Jeśli to nagroda, niech i tak będzie. Ponoć bywam pogodnym, ale czy to nagroda? Jest też pytanie, czy jestem uczciwy? Co z czego wynika naprawdę? Prawdą jest, że wesołemu lżej.

3.”Nie ma człowieka, który byłby równie uczciwy w każdej sytuacji”/George Bernard Shaw/. To przyjmuję do wiadomości, skoro autor tej myśli tak twierdzi? Oczywiście jest to trudne. Różni są ludzie, różne sytuacje, w tym i niezręczne, niewygodne, z tego wtedy może przecież wynikać nasze zachowanie.

4.”Ludzie, którzy kochają w życiu tylko raz, to w rzeczywistości istoty puste. To, co uchodzi w ich pojęciu za wierność i uczciwość, jest albo siłą przyzwyczajenia, albo imaginacją”/Oscar Wilde/. Odważne stwierdzenie. Pamiętajmy, że mowa tu o miłości, a nie o zauroczeniu. Jestem pustą istotą, czy też może nie? Sam sobie nie potrafię zdecydowanie odpowiedzieć. Niby kochałem więcej niż raz, ale czy to była miłość?

5.”Uczciwa kobieta nie potrzebuje się pod spodem stroić dla męża”/Gabriela Zapolska/. Wypada się zgodzić, Zapolska wiedziała o życiu sporo. Dzisiaj taka modna damska bielizna erotyczna, więc? Ponoć pomaga. A co do spodu, nie zapominajmy o higienie, prawda?

Dobrnęliśmy do końca. Każdy z nas ma swoją samoocenę. Jesteś uczciwa/uczciwy? Co inni o nas myślą, czy dla nas jest to ważne? Dla mnie, uczciwość to jedna z ważniejszych życiowych cnót.            poniewaz-kobiety-lacza-poczucie-humoru-z-uczciwoscia-i-inteligencja