… nadchodzi jesień …

873000233

Jak ten czas leci. Niedawno mówiliśmy o nadejściu wiosny, a już przed nami pierwszy dzień jesieni. Lato się kończy, żal nam lata, ale taka kolej rzeczy. Ta lubiana przez jednych i nielubiana przez wielu pora roku zbliża się wielkimi krokami. Słów kilka o tym, kiedy zaczyna się kalendarzowa jesień i czy astronomiczna przychodzi w tym samym czasie. Pierwszy dzień jesieni 2016 rozpocznie się w piątek, 23 września. Dzień wcześniej, 22 września, nadejdzie jesień astronomiczna. Kalendarzowe pory roku zaczynają się co roku w tym samym terminie/ wiosna 21 marca, lato 22 czerwca, jesień 23 września, zima 22 grudnia/, natomiast data początku astronomicznych pór roku się zmienia. Nadejście wiosny związane jest z równonocą wiosenną i następuje 20 lub 21 marca. Astronomiczne lato rozpoczyna się 21 lub 22 czerwca tzw. przesilenie letnie, astronomiczna jesień 22 lub 23 września tzw. równonoc jesienna, natomiast astronomiczna zima 21 lub 22 grudnia tzw. przesilenie zimowe. Rodzi się pytanie czy pierwszy dzień kalendarzowej i astronomicznej jesieni może nastąpić w tym samym czasie? Tak może, te daty mogą się zbiec ze sobą. Było tak w ubiegłym roku, w 2015 roku jesień, zarówno astronomiczna, jak i kalendarzowa, rozpoczęła się 23 września. Podobnie będzie w 2018 i 2019 roku, kiedy pierwszy dzień jesieni kalendarzowej i astronomicznej będziemy witać jednocześnie. To tyle, tak dla porządku podane za tym co w sieci. A co u mnie? Już od pewnego czasu jesień, zwana jesienią życia. Kiedyś ktoś powiedział, że starym jest ten, kto przestał w pełni korzystać z życia, kto przestał kochać życie jak dawniej i cieszyć się nim. Pewnie bym kochał i cieszył się, lecz w pełni korzystać z niego już nie potrafię, nawet w części, ograniczenia są duże. „Pobalowałem” trochę w niedzielę, przy stole, do dziś nie mogę dojść do siebie, staw kolanowy ruina. Pewnie starym jednak to ja jeszcze nie jestem, ustalenie tej granicy wieku, w którym ona się zacznie, nie jest chyba możliwe. Popatrzmy na życie, zdarza się, że nastolatki sprawiają wrażenie starców, a niejeden starszy człowiek dziarski nad podziw. Z drugiej strony ten okres to czas pożegnań. Żegnamy życie zawodowe, przyjaciół z pracy, częściej już odchodzimy na drugą stronę, mamy nowe środowisko. Trzeba się dopasować i nie poddawać się. To oczywiste, ale wcale nie takie proste. Jesień życia po nowemu, w nowych warunkach może przecież być piękną, choć zgoła inną, niż dotychczasowa. Z upływem lat, starość dosięgnie każdego. Nikt przed nią nie ucieknie. Zaczyna trochę strzykać tu i ówdzie, pojawia się drobna zmarszczka, siwe włosy, aż w końcu dopadnie całego człowieka. Spodobała mi się myśl Marka Twaina: „życie byłoby nieskończenie szczęśliwe, gdybyśmy mogli rozpocząć je w wieku lat osiemdziesięciu i stopniowo zbliżać się do osiemnastu”. Ma to sens, prawda? Uczył bym się pilnie, nie szalał, a następnie rozkręcał się na dobre. Doświadczony, coraz zdrowszy, oj działo by się działo. Pogodnej jesieni tej za oknem, także dla starszych tej jesieni życia wszystkim życzę. Na koniec wątek osobisty, muszę odpocząć. Jestem bardzo zmęczony fizycznie i psychicznie. Życie może na mnie wymusić radykalne ruchy, pożegnać się z wieloma przyjemnościami, nie tylko tymi dla ciała, ale i ducha. Pożyjemy, zobaczymy.      52525149a1b

… „nie każdy cierpi, patrząc na czyjś ból” …

1287824100_by_barmanick_600

Odnalazłem taką myśl, bliżej nieznanego autora, zastanowiłem się. Kilka swoich myśli nieuporządkowanych, wybiórczych spróbuję na ten temat napisać. Niby przekaz jest jasny, oczywisty, ale dla mnie nie do końca. Bowiem to czy cierpimy w przypadku bólu drugiej osoby zależy między innymi to od tego, kim dla mnie jest ten, którego ból dotknął, jakie były, czy są obecnie nasze relacje. Jeśli o mnie chodzi, bez względu na okoliczności, na pewno nie spowoduje to u mnie obojętności, zadowolenia, radości. Nawet gdyby ten ktoś nie zasługiwał na współczucie, nie ludzkim byłoby zachowanie, by się z tego powodu cieszyć. Przynajmniej pomyślę, zastanowię się przez chwilę. W przypadku osoby bliskiej, cierpiałbym z tego powodu. Tak zdarzyło się już parę razy w moim życiu. Bliscy żyli w bólu, mnie dane było wtedy w pewnym wymiarze cierpieć. A inni? Zachowują się różnie, ocena nie do mnie należy. Oczywiście to wszystko zależy od naszej osobowości, naszego charakteru. Jedni ból znoszą, starają się nie pokazywać innym tego czego doznają. Inni tego nie potrafią, swój ból okazują. Podobnie z tymi, którzy są blisko tych żyjących w bólu. Często ci z bólem wymagają pomocy. Jedni chcą, potrafią, mają predyspozycje by być pomocnym chorej osobie. Inni nie, mogą niosąc pomoc nawet zemdleć. Pozornie to wszystko jest proste, oczywiste, w praktyce jest to problem poważny. O szczegółach można mówić dopiero w danym, konkretnym przypadku. Inaczej to wygląda w rodzinie mieszkającej pod wspólnym dachem, inaczej w przypadku osoby samotnej. Także zależy od schorzenia jako źródła bólu, czy też warunków w jakich dana osoba przebywa. Oby tylko za to wszystko dobre, w podzięce nam się nie oberwało. Z takimi zachowaniami nie polemizuję. Najlepiej to jednak być zdrowym, wtedy te trudne sprawy są poza nami. Tego właśnie wszystkim życzę, dobrego zdrowia. Wtedy nikogo nie boli, nikt nie cierpi.                       nie_nie_jestem_msciwa_ja_tylko_lubie_wynagrodzic_881

… bo ja się boję myszy …

w_zyciu_wygrywa_ten_kto_pokonal_13176

Było uprzednio o odwadze, teraz o strachu. Znajoma z bloga Uleczka mnie zapędziła. Tym razem poproszę innych o pomoc. Wybrałem z sieci cytaty autorstwa ludzi mądrych, swoim zwyczajem wrzucam do każdego swoje trzy grosze. Oto według sieci definicja strachu: „Przykra, silna emocja o charakterze wrodzonym, pojawiająca się w sytuacjach realnego bądź wyimaginowanego zagrożenia”. Głowa w takiej sytuacji podpowiada: uciekaj, wycofaj się, odstąp od zamiaru. Zasugerowani zaczynamy się bać. Tak mnie swędzi by powiedzieć, że tymi, którzy są zalęknieni lepiej się rządzi. Przyznacie, jest w tym dużo racji. To tyle tytułem wstępu, zapraszam do rozważań n/t wybranych cytatów o strachu. Każdy oczywiście ma swój punkt widzenia, mam nadzieję, że znawcy powiedzą nam w komentarzach jak to w praktyce bywa, mój osąd wybitnie amatorski.

1. „Bać się śmierci jest tym samym, co mieć się za mądrego nim nie będąc”. Teraz śmierci się nie lękam, przecież kiedyś przyjdzie, co dalej nie wiem. Mądrości zaś we mnie tyle, ile Bozia dała i com się nauczył w szkole i w życiu. Za mądrego się nie uważam.

2. „Bać się to nic złego. Tylko ludzie głupi, pozbawieni wyobraźni się nie boją”. Powiem krótko, bywa, że się boję, czasami bardzo.

3. „Człowiek, który nic nie wie, posiada odwagę; ten który dużo wie, strach”. Dużo to ja nie wiem, ale strach mnie ogarnia, odwagi zaczyna wtedy brakować. „Pietrucha” ze mnie.

4. „Dzwon na trwogę musi mieć odważne serce”. Na trwogę dzwony biją rzadko, ale powód musi być szczególny. To w przenośni, ale serce dzwonu jest odważne, powód to uzasadnia.

5. „Głupotą jest bać się tego, czego nie można uniknąć”. Wiem, że coś mnie nieuchronnie czeka, nie wiedzieć czemu czasami się tego boję, choćby wtedy gdy robię sobie niektóre specjalistyczne badania.

6. „Kiedy nie ma się czego bać, tchórz może być tak samo odważny jak każdy inny”. We mnie jednak zawsze jakieś wątpliwości siedzą.

7. „Lękliwy stokroć umiera przed śmiercią; mężny kosztuje jej tylko raz jeden”. O Boże, to ja już tyle razy umierałem?

8. „Nawet w najgłębszym szaleństwie drzemie odrobina strachu”. Do młodych lat wrócę, dziś bowiem człek już poszaleć nie może. Dziwię się, że robiło się różne rzeczy, mając często obawy, nawet w niezłym strachu. Człowiek jednak parł do przodu. Bywało, że w nocy, kilometry do pokonania, przez las i nic to, niby się bałem a szedłem. Czemu nie samochodem? O czym tu mówić, z rowerami były problemy.

9. „Niech nienawidzą, byleby się bali”. To metoda, spotykamy się z nią na każdym szczeblu, trzymać krótko, „za mordę”. Zarządzającego nienawidzą, boją się, on ma efekty. W domu mama dobra, łagodzi obyczaje, gorszy tato trzyma krótko, jest dyscyplina. No, ale taki raczej nauczycielowi nie założy wiaderka na głowę. A w kraju?

10. „Pragnienie zwycięża strach”. Mój Boże, czego to ja jeszcze nie pragnę, nawet w klapach na oczach bym poszedł. Nic tu strach. Hola. misiu, hola, na zapiecku pomódl się i proś o wybaczenie za te wszystkie swoje dotychczasowe zbytki.

11. „Strach ma wielkie oczy”. Pewnie tak, skoro tak na nas działa? Nie widziałem, ale w te wielkie jego oczy wierzę.

12. „Strach obezwładnia szybciej niż jakikolwiek oręż wojenny”. Natychmiast od momentu jak nas dopadnie. Nogi, ręce się trzęsą, w głowie galimatias, koniec świata.

13. „Strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie”. Pewnie dlatego, że jest niewiadomą, zaś cierpienia doznajemy, zaczynamy poznawać, odczuwać, przeżywać.                    CjNrDAuWUAEzQYc

I tak dobrnęliśmy do końca. Nie, nie boję się myszy, ale strachliwy jestem i tyle. Wynika z tego mojego pisania, że odważnym to ja jestem gdy jest „cacy”, gdy trwoga, niestety o pampersie pomyśleć trzeba, jak u dziecka. Poświęcicie tym cytatom chwilę? Dziękuję, wrzućcie coś od siebie. Pozdrawiam.

… czemu nie jestem odważnym jak inni? …

1290436499_by_13xdarox13_600

Patrzę co w kraju się dzieje, patrzę co w naszej lokalnej społeczności. Prawie codziennie sensacje, afery, coraz to nowe zdarzenia, które powodują moje zdziwienie, złość. Są ludzie odważni, mówią co widzą i słyszą, są ludzie, którzy notorycznie kłamią, idą w zaparte. Zdań kilka o tych odważnych. Szczególnym rodzajem odwagi jest odwaga cywilna. To postawa, która polega na występowaniu w obronie swoich racji, przekonań nawet jeżeli dotknęły by nas wysokie sankcje i koszty społeczne. Występuje się wtedy pod swoim imieniem i nazwiskiem, czyli podpisuje się pod swoimi wypowiedziami. Odwaga to także przyznanie się do błędu, postępowanie zgodnie z własnym sumieniem, głoszenie swoich poglądów. Odważny nie boi się stawić komuś czoła, broni młodszych i słabszych, jest odpowiedzialnym. Taki człowiek do winy się przyzna, gotów ponieść konsekwencje jeśli zawinił, pokona własne słabości i lęki itp. bbd17c01bfa1802cc0312f6a2d30c59a,62,37

A co ze mną? Zwrócono mi uwagę, że o sobie to ja nie powinienem pisać, mówić. Niech zrobią to inni. Przyznaję rację. W tym jeszcze przypadku cokolwiek powiem. Do tchórzy nie należę, ale do tych odważnych zaliczyć się nie powinienem, więc się nie zaliczam. Naprawdę bardzo dużo do tych odważnych mi brakuje. Jestem takim typem”ciepłe kluski”: chciałbym, nie wypada, szkoda drugiego, może nie mam racji, czasami się boję itd. Dzisiaj wiem, że w moim życiu do pewnych spraw należało podejść odważniej, trudno, już „po ptokach”. Oczywiście, dzisiaj u mnie na emeryturze powodów by być odważnym nie jest aż tak wiele. Na emeryturze życie płynie spokojniej, wolniej. To co dla mnie ważne, to staram się będąc nawet mało aktywnym nie krzywdzić przez to drugich, ale jak to wygląda w praktyce, ocena do innych należy. Sytuacja zmienia się, szukamy swojej drogi. Jeśli ją znajdziemy nie lękajmy się. Miejmy odwagę popełniać błędy. Porażki, zwątpienie pomogą nam wskazać właściwą drogę. Bądźmy bardziej odważni. Przykładów z historii, z życia mamy aż nadto. Wydarzenia ostatnich dni to potwierdzają. Mnie też dotyczy.  odwazny1

… nadal w „kieracie”? …

p1130602_a80470

Będąc na emeryturze, na dodatek obolały, ja do dawnego kieratu się już nie nadaję. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Teraz jest jakoś inaczej, pcheł nie spotykam, łapać nie muszę, do czego się więc śpieszyć? Nawet lekarze odradzają pośpiech. Jestem pewien, że młodsze pokolenie zna kierat z opowieści, z telewizji, z internetu. Co to takiego? Kierat, nazywany też maneżem to urządzenie wykorzystujące siłę pociągową zwierząt, koni lub wołów, do napędu stacjonarnych maszyn rolniczych takich jak sieczkarnia, wialnia czy młocarnia, bądź do wydobywania wody. Tak definiuje Wikipedia. Dobrze pamiętam to „ustrojstwo”. Ustawiony za stodołą, kręcił młocarnię, konik sobie chodził w kółko powoli. Wtedy to były czasy! Poważnie, w stosunku do młocki cepami, to przecież kolosalny postęp. Dzisiaj kombajny wszelkiego typu. Ale o kieracie dzisiaj piszę z innego powodu. Do dziś używa się powiedzenia: „człowiek chodzi jak w kieracie, dzień w dzień to samo, do pracy i z pracy, do szkoły i ze szkoły, w domu te same zajęcia”. Szczególnie na wsi tak było. Niedługo człowiek by zapomniał, że na świecie jeszcze coś innego istnieje. No i wyjrzysz czasami na zewnątrz, patrzysz, a tu nie ma nic szczególnego. Także w wielu innych zawodach, choćby górnicy, hutnicy, nauczyciele, strażacy, służby utrzymania ruchu w zakładach, uczniowie, studenci itp. Często „noc wygoniła, noc przygoniła”. Wolnym się może było, a tu nagle w kieracie. Takie to nasze życie. Mamy do utrzymania rodziny, żyć trzeba. Raz wciągnięci stajemy się jak ten konik w kieracie. Co potem? Przysłowie mówi, że „koń chodzący w kieracie nie stanie się naraz rumakiem dzikim i swobodnym, nawet jeśli dobrze pamięta i wie czym jest dzikość i swoboda”. Uzależniamy się od pracy jak od wielu „innych używek”. Jeszcze inne napotkane cytaty:

  1. „W kieracie własnych pragnień, nakręcić można się najbardziej”. Pewnie wielu z nas tego doświadczyło i doświadcza nadal. Mamy pragnienia, chcemy podołać, marzenie zrealizować i się nakręcamy, właśnie jak w kieracie.
  2. „ W kieracie codzienności, rzadko kiedy ktoś daje ponieść się miłości”. Choćby chciał, czasu zaczyna brakować. To co dla ciała staje się ważniejsze od tego co dla ducha.

O sobie mogę powiedzieć, że kiedyś chodziłem w tych „swoich kieratach”. Różne one były, często od świtu do zmierzchu. Przez wiele lat o piątej rano dźwigało się z „wyrka” te swoje „zwłoki” do pracy, by powrócić do domu po siedemnastej, załatwiając po drodze jeszcze inne sprawy. Monotonne to było ktoś powie? Może i tak, ale konieczne. Dzisiaj gdy obowiązków mniej, czasu więcej mogłoby być inaczej, to możliwości jak na złość się kurczą. Są tacy, którzy organizują sobie wyśmienicie swój czas. Ja też, w myśl powiedzenia „tak krawiec kraje, jak materii staje”. Dzisiaj to już nie kierat, może „mini kierat”, adekwatnie do wieku i stanu zdrowia. A leniuchowanie? To pewnie osobna bajka. U Was podobnie, prawda? Wszystkim życzę dobrego długiego żywota w tych Waszych małych kieratach, życzę by dawały konkretne owoce i zadowolenie, w zdrowiu, miłości i dostatku.                Zloty_Stok_osada_gornicza_TP04781

 

 

… czy to jeszcze są zasady? …

Żyj pełnią życia bo tak młdy jak dziś już nigdy nie będziesz

Wiele razy pisałem, że w życiu kieruję się pewnymi zasadami, że jestem tym zasadom wierny. Człowiek w życiu zderza się bez przerwy z rzeczywistością. Powiem, że trzymając się tych zasad, pozostając im wierny, często cierpiałem z tego powodu, i to w różnych okolicznościach. Tak bywało kiedyś w pracy, tak bywało nawet w życiu osobistym. Wybierałem postępowanie według dekalogu, także według obowiązującego prawa. Z tym drugim bywało czasami różnie, to co w dekalogu, u mnie było na pierwszym miejscu. Życie nasze bywa brutalne, można zadać pytanie czy w dzisiejszych czasach trzymanie się swoich wartości ma jeszcze jakiś sens. Pytanie, które się ciśnie to nie próba zdrady tych wartości, tylko takie sobie gdybanie, rozważanie. Wielu dla swojego dobra zasady odpuszcza i żyje tak, żeby było wygodniej i łatwiej. Są czasem sytuacje, kiedy zaczynamy się zastanawiać się czy warto się starać, choćby w pracy, bo zarabiam to co dadzą, szef o mnie nie myśli, czy warto się więc przejmować? Inni olewają i mają lepiej, więc? Czy warto być uczciwym, skoro wokół nas wielu kombinuje jak tylko może? Zwątpienie pojawiało się niekiedy u mnie tylko przez chwilę. Nic to, że są obok mnie ludzie, którzy posiedli umiejętność ustawienia się w życiu, którym wiedzie im się dzięki temu nieźle, nawet bardzo dobrze. Pozostałem przy swoich zasadach, te rozmyślania pomagały mi w tym. Oczywiście mowa tu o pryncypiach takich jak prawda, pokora, honor, wiara, szacunek, odpowiedzialność, umiłowanie Ojczyzny itp..i wynikającego z tych cnót moje postępowanie. Zapytacie, a jak z wiernością, z szóstym „nie cudzołóż”? Wiernym zasadom staram się być, co do przykazania pozostawiam to dla siebie. Powiem tylko, że w myśl prawa kanonicznego jestem w porządku. Nie widzę się w roli innych, chwalących się swoimi „osiągnięciami”, takie postępowanie, obgadywanie to draństwo. Z „drobnymi” sprawami tyczącymi się również zasad bywało i bywa różnie. W młodości „ciach”do sąsiada przez płot do sadu na ulubione gruszki, pokłusowało się w rzece, nie dopowiedziało się komuś wszystkiego by nie kłamać i nie ranić, dzisiaj przychodzi mi nieraz odstąpić od przyjętych zasad tu na blogu, na fb, albo zdrowie nie to więc bywa się w postępowaniu mniej rzetelnym. Pomimo, że moje życie określić mogę jako umiarkowane, to zasadniczo nie pozwalam się wykorzystywać. Jeśli raz mnie ktoś skrzywdzi, a to czasem się zdarza, za drugim razem będzie riposta. Wiem, że świata nie zmienię, ale staram się o siebie dbać, o moje morale, o mojego ducha. Szanuję ludzi, bywam życzliwym, doświadczyłem, że dobro zawsze do nas powraca. Mam tu pośród nas znajomych, którzy o tym, że i do mnie to dobro odwrotnie dotarło zaświadczyć mogą.

2186770

… smutki i radości … uroki życia …

smutek-ma-jedna-ogromna-zalete

Przez Rio2016 to moje dzisiejsze pisanie, jedni są zawiedzeni, zasmuceni, drudzy rozpromienieni, radośni. Tak to jest, że smutki i radości przeplatają się w naszym bytowaniu tu na ziemi. Nasz słynny młociarz załamany, rywale się cieszą, że odpadł im najgroźniejszy rywal. Z kolei znany średniodystansowiec sam był zdziwiony jak to się stało, że nie wszedł do finału. U nas smutek, inni zacierają ręce. I tak w wielu dyscyplinach. Siatkarze powracają do domu, szczypiorniści jeszcze się biją. Taki jest niestety sport, raz jednym wychodzi, innym razem przychodzi porażka. Tyle trudu i klapa. Prawie każdy woli dni radosne od smutnych. Czasami radość może być niedobra, zaś odwrotnie smutek może być czymś dobrym. Okazuje się, że dobre smutki są lepsze od złych radości. Jakże to? Jeśli smucimy się z powodu osobistych „występków”, wówczas jest to smutek dobry. Zdajemy bowiem sobie sprawę z tego cośmy nabroili. Gdy smucimy się z powodu niezgody, krzywdy, niesprawiedliwości to jest to dobry smutek. Jak widać nie każdy smutek jest czymś złym. Tego dobrego smutku nie należy się wstydzić. Taki dobry smutek przemienia się bowiem w radość. A co z radością? Nie jest tak, że każda radość jest dobra, na przykład radość z korzyści osiągniętych cudzym kosztem, radość z cudzego nieszczęścia, to przykłady złych radości. Podobnie gdy ktoś złamie rękę czy nogę, albo ktoś sobie coś cennego zgubi, czy kogoś okradną, wtedy ktoś często mówi: „dobrze mu tak!” i się cieszy z nieszczęścia drugiego. Taka radość też jest zła. W naszym życiu oprócz chwil miłych przeżywany także ból i smutek. Przypomnijmy sobie nasze lata szkolne. Ile to naszego ślęczenia nad książką, zeszytem, ile to opuszczonych różnych rozrywek, przyjemności. To wymagało zaparcia się siebie, podjęcia wyrzeczeń. Ale potem przychodzi radość, satysfakcja, zadowolenie, że się coś osiągnęło. W sporcie podobnie. W Londynie przed czterema laty nasza kajakarka zajęła piąte miejsce, była załamana, była jedną z faworytek. Nie poddała się, w Rio de Janeiro zdobyła srebro. Podobnie w zapasach na zakończenie kariery brąz naszej zawodniczki. A naszej uroczej młodej oszczepniczce dwóch centymetrów zabrakło do medalu, prawda, że przykre? Dla kontrastu wielu obroniło złoto z Londynu. Są także sportowcy wielcy, jak nasze złotko w młocie. W naszym życiu doznajemy rozczarowań, bywamy smutni, ale też radośni, szczęśliwi, to normalne. Jednych dotyka bardziej, drugich mniej. Kogoś bliskiego tracimy, ktoś nowy na świat przychodzi, czyli samo życie. Miejmy nadzieję, że nasze smutki dobrymi będą, zaś niebawem doznamy radości. W sporcie będą okazje następne, różne mistrzostwa, za cztery lata znów kolejne igrzyska i kolejne smutki i radości.          1370720263_jiyovn_600