… „po co wyobrażać sobie przykrości, jeśli i tak jest ich tyle w życiu?” …

Czy wyobrażać sobie na wyrost przykrości? Może niekoniecznie, ale gdy ich doznamy, gdy ich doświadczamy, gdy stały się faktem, wtedy do głowy różne myśli przychodzić mogą. Tak bywa w naszym życiu, że od czasu do czasu spotykają nas mniejsze lub większe przykrości. Bywają takie, które zostawiają po sobie ślad, również są takie gatunkowo „lżejsze” wprowadzające na pewien czas pewne zakłopotanie. Może to oznaczać dla nas kłopoty, może nieść za sobą nieprzyjemności. Martwimy się z tego powodu, ogarnia nas niekiedy niepokój, jakaś troska. Co wtedy czynić? Nie potrafię podać recepty. Zależy jak zdefiniujemy daną przykrość, na czym ona polega, jaki jest w tym nasz udział, czym się jej „autor”kierował, jakie były powody. Może miał rację? Może swego zachowania on nie traktuje jako naszą przykrość, lecz jako dla nas wybawienie, przechodzi z tym problemem do porządku dziennego? Uznał, że tak będzie dla niego lepiej, tak postanowił, u niego problem znika, a dla drugiej strony? Pewnie u każdego inaczej. Wypada podejść do tematu ze spokojem, nie rozrywać szat, bo i dlaczego? Na tym świat się nie kończy. Przyznam, było tych kłopotliwych sytuacji w moim życiu trochę. Pomimo, że nie jestem typem wojownika, nie zadzieram, nie jestem kłótliwym, to jednak niekiedy mi się obrywało. W pracy zdarzało się, że ktoś chciał „zabudować” u szefa moim kosztem, więc postąpił tak by mnie utrącić i tym sprawić mi przykrość. Byle czym, nawet nieprawdą. Dziś z perspektywy moich życiowych doświadczeń, wobec tego co widzimy i słyszymy dzisiaj choćby w polityce, w mediach, mogę powiedzieć, że tamto moje niczym szczególnym nie było. Co się z tymi ludźmi z polityki porobiło? Znam takich, którzy dotąd byli ludźmi przyzwoitymi. Wystarczyło, że znaleźli się bliżej władzy i to już nie ci sami moi znajomi. I co ciekawe, ponoć często ci polityczni adwersarze najpierw się pokłócą, a potem idą na kielicha. W pamięci pozostały mi czasy z okresu mojej działalności samorządowej. Pewne osoby namówiłem kiedyś do działalności społecznej, by potem od nich ciągle „obrywać”. Był taki jeden, który działał zawsze pod siebie, ja tej jego postawy nie akceptowałem. Stworzył sobie więc „drużynę”, bez przerwy przeszkadzali i dokuczali, uciekając się nawet do mówienia publicznie nieprawdy. W końcu psychicznie nie dawałem sobie z tym rady, uniosłem się honorem i wycofałem się z tej działalności. Ale oni dalej kopali dołki pod innymi. Dopiero następne wybory położyły temu kres, ich już nie wybrano. Wyleczyłem się z tego na zawsze. W życiu osobistym też różnie bywało, ale to bardziej osobliwe sprawy, zostawiam dla siebie. Szczęśliwi ci, którzy tych przykrości w życiu nie doznają wiele. Bowiem to wszystko odbija się na naszym zdrowiu. Czy miałem żal do tych, mnie szczególnie „życzliwych”? Raczej nie czułem i nie czuję urazy, bo i dlaczego miałbym czuć? Ich „dobra passa” też się przecież kiedyś skończy. Czy oni żywią do mnie? Może i tak, tego nie wiem. Zemsta nie była i nie jest moją „specjalnością”. A co z drobnymi sprawami, choćby takimi, gdy ktoś nas oczerni, postąpi wobec nas niegodnie itp? Owszem zdarzają się takie sytuacje i teraz, będąc już na emeryturze. Przecież życie toczy się dalej, więc one mają nadal miejsce. Komuś nagle coś się odmieni, nie akceptuje pewnych przyjętych zachowań, więc „robi swoje”. O prawdę w ważnych sprawach walczyć trzeba. Zaś drobne, prawie błahe sprawy, plotki, nieprawdy, należy odpuścić, zostawić. Jeśli tylko mój honor nie ucierpi to szkoda zdrowia, robię krok do tyłu. Gdy doznajemy przykrości, lepiej przywołać jakąś pokrewną radość, która będzie mogła tamtej się przeciwstawić, trzeba wtedy do niej może powracać, wtedy będzie nam lżej. Rozpaczał nie będę, po kieliszek sięgać także nie. Można czymś pożytecznym się zająć, choćby wolontariatem, turystyką rowerową lub pieszą, wędkowaniem, każdy swoim hobby. A tak w ogóle, po co tą przykrość roztrząsać, wyobrażać ją sobie, do niej powracać, jeśli tych małych, ale także tych poważniejszych przykrości doznajemy w życiu sporo? Tych drugich, na szczęście jest znacznie mniej. Mamy sporo przecież podstawowych, życiowych spraw do załatwienia. Przykrości to tylko cząstka naszego życia. Nie przeżywać, odpuścić sobie, o zdrowie zadbać. No i po co dawać jeszcze komuś satysfakcję? Na koniec pewna drobna informacja. Czekają mnie w najbliższym czasie pewne nowe wyzwania. Z tego powodu będzie mnie na blogu u siebie i u Państwa trochę mniej, konieczna jest tu z mojej strony korekta. Proszę o zrozumienie, dziękuję i pozdrawiam.

22 Komentarze

  1. Moralność zbacza z właściwego toru. Konsumpcjonizm stał się celem życia. Coraz więcej ‚mieć’, coraz mniej ‚dać’ staje się dewizą życiową. Całe szczęście, że są jeszcze ludzie, którzy mają inną moralność, która zachowuje proporcje życiowe.
    Egoizm niszczy ludzi, prowadzi do braku szacunku dla innych. Najlepiej widać to w polityce, gdzie nikt z nikim się nie liczy. Rządzi kłamstwo i chamstwo.
    Oj, niedobrze…..
    Pozdrawiam serdecznie..:-)

    • I to wszystko dla kariery, sławy, pieniądza, idei … pewnie też z niewiedzy i także głupoty. Cieszy bogactwo, sława? Na szpalty historii chce się trafić? Liczy na pomnik? Ryzykuje, bowiem niewiadome co kiedyś napiszą, czy pomnika zamiast przystroić kwiatami nie obleją farbą. A ilu z powodu chorych ambicji tych ludzi cierpi, doświadcza przykrości. Tak czuję, myślę, postępuję. A gdyby tak i mnie dosięgły profity? Raczej nie, kiedyś próbowano, obroniłem się. Dzisiaj tym bardziej. To, że mam 3-4 razy mniej to nic, też żyję. Na koniec zaś podobnie przyklepią nas łopatą. Dzięki za wsparcie moralne, wygląda, że nie ja jeden jestem odszczepieńcem. Pozdrawiam. :)

      • Jędrusiu,
        proszę Cię, żebyś zajrzał do mojego bloga, bo coś się zadziało. Pod Twoim wpisem odpowiedziałam na Twój komentarz, a pod moim komentarzem jakiś tchórzliwy anonim bzdury jakieś wypisał. Chcąc go usunąć, muszę usunąć Twój komentarz – tak mi się to pokazuje w roboczej wersji. Nie chciałabym żebyś sobie pomyślał, że ja usunęłam Twój komentarz specjalnie. Zajrzyj proszę, może coś wymyślisz, dlaczego akurat w tym miejscu się wpisał. Daj mi znać kiedy mogę to usunąć razem z Twoim miłym komentarzem, niestety….

        • Zdarzają się takie przypadki, staram się być w komentarzach poczciwym. Niekiedy, głównie młodzi ich nie akceptują, usuwają. Wtedy to ja Ich nie akceptuję, mamy po problemie. Oni wolą „śliczna”, „pięknie”, „bosko”. Ja tak nie potrafię. Czekamy na wiosnę? Pozdrawiam. :)

  2. Czyli „nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe”. A przykrości od innych są nieuniknione. Czasem nasza nadwrażliwość przeszkadza w ocenie sytuacji, jest nam przykro bez większego powodu. Czasem jednak to mocne uderzenie. Najczęściej niestety w pracy zdarzają się takie sytuacje. Tak było i jest. Zwłaszcza teraz, gdy na jedno stanowisko chętnych paru, a pieniądze kuszą. I jakoś coraz mnie obiekcji w ludziach.
    Cudownie jest być emerytem, trala, lala, la…….
    Serdeczności ślę, Jędrusiu :)))

    • Myślę, że w dzisiejszych realiach, o których piszesz trudno byłoby mi się odnaleźć. Emerytura też nie kokosy. Inne problemy, nie taka skala, ale jednak. Też trzeba byś skoncentrowanym by czegoś nie przegapić, nie przeholować itp. Pozdrawiam. :)

  3. Nie zazdroszczę teraz młodym . Zawsze było niełatwo ale to co się teraz dzieje naprawdę jest dla mnie już coraz mniej zrozumiałe. Pozdrawiam Andrzeju-;)

    • A jednak młodzież sobie jakoś radzi. Szukają sposobów, kombinują, pracują nie w swoich zawodach, już od startu na full. Wyścig szczurów. Masz rację, czasy trudne. Pozdrawiam. :)

  4. Jednym z dobrych sposobów na opisane przez Ciebie problemy jest wycofanie. Nie pasują nam metody walki o władzę, a później o utrzymanie się u władzy to co robimy? Wycofujemy się. Zawiedli nas ludzie, bo mimo obdarzania ich zaufaniem, wspierania ich w trudnych chwilach wypieli się na nas w chwili najmniej oczekiwanej. Bliscy przestali udawać i pokazali oblicze jakiego nawet w najgorszym śnie nie śniliśmy…
    Takich chwil jest chyba więcej niż tych z pozytywnym zaskoczeniem.
    Jak grubą trzeba mieć skórę aby się nie załamać?
    Z wiekiem coraz więcej o tym wiemy, ale czy jesteśmy już bezpieczni? Nie damy się podejść, czy zaskoczyć?
    Ot życie, życie trudne…

    • Masz rację. Widzisz, w moim przypadku, to już nawet zdrowie nie pozwala by się szarpać. Oczywiście coś tam czasami napiszę w tym temacie, ale i tego zaniecham. Staram się nie podniecać nawet tymi „nowinkami”, które się widzi i słyszy. Bo zmiana tego wszystkiego, tych nawyków, to nie takie proste. Jeśli dane mi będzie jeszcze jakoś funkcjonować, to znajdę sposób na prawie bezstresowe życie. By było na wesoło przywołam powiedzenie mojego kolegi Śp. Miecia : „jeśli nie masz co robić, rozbierz się i pilnuj ubrania”. Więc się rozbiorę i będę pilnował, albo przekładał to i owo z kupki na kupkę. Jakoś to będzie, oby tylko Bozia zdrowie jako takie dała. Dziękuję, pozdrawiam. :)

  5. – Andrzeju kochany… „po co wyobrażać sobie przykrości, jeśli i tak jest ich tyle w życiu?”…. tak napisałeś, więc po co ?? … ostatnio wszyscy i na wszystko tak narzekają, a przecież …. nie o to chodzi, by biadolić… czy my już nie potrafimy cieszyć się życiem?… czy zrobiliśmy się już tacy, że tylko widzimy to co boli… a radości, nawet te maleńkie, gdzie się podziały ?… czy już nie cieszy poranne słońce, miły uśmiech pani sprzedawczyni, sąsiada, sąsiadki…. to takie małe iskierki, które sprawiają by codzienność nie była tak szara… pomyślmy, że życie to takie wielkie płótno, więc zacznijmy malować je na kolorowo… tyle jest radosnych barw… a ja czekam, aż napiszesz jakiś radosny post,, taki z humorem i …. taki jak pisałeś kiedyś… bez narzekania…
    – pozdrawiam ciepluteńko…. wiosna tuż, tuż… w ogródku już przebiśniegi kwitną…. naprawdę jest pięknie, trzeba tylko uwierzyć i czasem mieć taką szczerość i otwartość w sobie jak ma dziecko… :)

    • Przemyśleć wszystko muszę, po takiej nauce! Coś się pewnie wydarzyło, taka radość, taki optymizm. Nawet i ja kochany! Spokojnie, poeci tak mają, poetki także. Wszystkim się potrafią zachwycić, kwiatuszkiem, słoneczkiem. Czy coś napiszę na wesoło? Może napiszę, jak pogonię zatoki, dokuczają strasznie. Dziękuję za nutę optymizmu, pozdrawiam. :)

  6. Nikt nie trwa wiecznie na świeczniku. Ci, którym sodówa uderzyła do głowy, powinni wiedzieć, że każdy z tego szczytu kiedyś spadnie, a wtedy będzie mijał wszystkich kopanych, lekceważonych i bitych. Każdy dołoży swoje i koniec często bywa żałosny. Wielu miernych ludzi nie ma szacunku, nawet ukłonić się nie ma kto. Natomiast przykrości nie warto roztrząsać, ponieważ rozdrapywane rany najbardziej bolą, więc szkoda zdrowia. Życzę podołaniu wszelkim wyzwaniom i zasyłam moc serdeczności. Do rychłego spotkania na blogu!

    • Często spada z hukiem. Skąd to się bierze? Bo są też ludzie zachowujący się zwyczajnie, skromnie, normalnie. Takich szanuję. Tych „słuchajcie, rozumiecie, wiecie”, tych pytających nagle o drogę do domu, jakoś trudno mi było i jest zaakceptować. Dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam. :)

  7. Jestem Jędrusiu, nie zapomniałam o Tobie.
    A jak całkiem wrócę do życia to i do tego tekstu też.
    :-)

  8. Bardzo wnikliwe, zyciowe przemyslenia Jedrku. W dzisiejszych niespokojnych czasach sami musimy sobie nasz osobisty spokoj, zrelaksowanie zapewnic. Po co pchac sie tam, gdzie niepokoj, gdzie brak bezpiecznego miejsca? Tylko my sami mozemy zadbac o to, by nie popasc w otumanienie, jakie nam oferuje dzisiejszy swiat. I naprawde niewiele potrzeba, aby sie przed tym uchronic. Wiem, bo sama tego doswiadczylam. Wlasnie podobny temat poruszylam w swoim felietoniku o zachowaniu pewnej odleglosci od tematow, ktore zazwyczaj w naszym kraju wywoluja burze.
    Pieknie Cie pozdrawiam Jedrku :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.