… nasza klasa pół wieku po maturze …

I kiedy to zleciało? Pół wieku mija, gdy nasza klasa V TEl zdawała maturę. Uczyliśmy się w Technikum Chemicznym, kier. elektroenergetyka w Tarnowie-Mościcach, w latach 1962-1967. Wczoraj mieliśmy okolicznościowe spotkanie. Dlaczego teraz? Otóż miesiąc maj to okres matur, Pierwszych Komunii Św. Koniecznie chcieliśmy odwiedzić naszą szkołę, zobaczyć co tam dzisiaj słychać, przypomnieć sobie mury, sale. Teraz była możliwość uzyskania stosownej zgody. Niestety, w tym znaczącym okresie naszego życia, odeszło z naszego grona kilku kolegów, większość naszych profesorów. Spotkanie rozpoczęliśmy na cmentarzu w Tarnowie-Mościcach odwiedzając doczesne szczątki spoczywających tam bliskich nam osób: wychowawcę klasy, polonistkę, innych profesorów, kolegów. Złożono kwiaty, zapalono znicze, w modlitwie polecono ich Bogu. Pozostałych nam bliskich, spoczywających na różnych innych cmentarzach w Tarnowie, Nowym Sączu, Bochni, Tuchowie, Limanowej odwiedziły delegacie z klasy, o nikim nie zapomnieliśmy. Niebawem odprawiona będzie Msza Święta w intencji tychże naszych zmarłych. Potem przenieśliśmy się do naszej szkoły, zwiedziliśmy szkołę, pracownie elektryczne, mieliśmy spotkanie w auli szkoły z Panem Dyrektorem. Opowiedział nam o dzisiejszym funkcjonowaniu szkoły, o jej dzisiejszym profilu, zamierzeniach. W swobodnej dyskusji rozmawialiśmy o tym co było, co teraz. Każdy z nas jest dumny, że kiedyś dane nam było tu właśnie uczyć się wiedzy i życia. Tu osobisty wątek, zapytałem Dyrektora, czy mógłbym na chwilę wejść na scenę. Uzyskałem zgodę, wszedłem, nogi mi się ugięły, po czym wyrecytowałem ad hoc fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ”Pieśń o żołnierzach Westerplatte”. Dlaczego moje nogi stały się jakby z waty? Otóż w czasie uczęszczania do tej szkoły dane mi było wielokrotnie na tej scenie występować. „Bawiliśmy” się wówczas w recytacje, prezentowaliśmy różne okolicznościowe programy słowne-muzyczne. Podziękowałem, zrozumiałe, ścisnęło mnie, jestem nadmiernie wrażliwy. Odwiedziny szkoły to piękny punkt programu naszego spotkania. Przenieśliśmy się do miejscowego Kasyna na uroczysty obiad, na okolicznościowe przyjęcie. Zaprosiliśmy naszego profesora matematyki, było miło i serdecznie. Wspomnieniom, rozmowom, także o tym co dzisiaj nie było końca. Niestety, przed wieczorem zaczęło intensywnie padać. Musieliśmy zweryfikować program naszego spotkania. Powrócimy do niego prawdopodobnie na początku września. To było nasze szóste spotkanie klasowe, w ubiegłym roku odbyliśmy dwa takie spotkania. Zaczęło do nas docierać, że „Bóg widzi, Czas ucieka, Śmierć goni, Wieczność czeka”, że coraz bliżej do „finału”, że z latami jest nas coraz mniej. Czemu o tym? Uważam, że to jest wyjątkowe, znaczące wydarzenie, godne odnotowania.       slajd2

12 Komentarze

  1. Spotkania po latach zawsze są ciekawym doświadczeniem.Najsmutniejsze są chwile, gdy uświadamiamy sobie upływ czasu. Wielu z klasy już odeszło, a więc powtarzamy sobie, że dane nam życie należy dobrze wykorzystać. Myślę, że dla każdego to czas refleksji. Przemyślenia dają tyle energii na przyszłość. Zostają wspomnienia, a te są bezcenne na smutne i trudne dni.
    Serdeczności

    • W 6 zdaniach komentarza oddałaś to co najistotniejsze. Na przestrzeni 48 lat spotkaliśmy się 3 razy. W ostatnich 2 latach, też 3 razy, i to nie koniec. Dlaczego? Z powodów, o których piszesz. Zagląda „ona”, zagląda, a my mamy dowody i świadomość. Dziękuję i pozdrawiam. :)

  2. Andrzejku, wspaniałe spotkanie. Takie powroty do przeszłości odgrzewają dawne uczucia, wspomnienia, sentymenty, itp. Z moich dawnych szkół jakoś nikt nie celebruje spotkań rocznicowych. Sporo koleżanek i kolegów wyjechało za granicę i nie wróciło, a dużo też już jest po drugiej stronie tęczy. Tylko jeden raz byłam na spotkaniu z okazji 40-lecia ukończenia studiów. Z sześćdziesiątki ostała się nas dwudziestka. Było wprawdzie uroczyście, miło, ale za dużo szpanu i celebrowania swoich osiągnięć zawodowych i towarzyskich. Nie moja bajka.
    Pozdrawiam milusio.

    • Na szczęście my o sobie wiemy sporo. Grażynko, prawdopodobnie stąd u nas „szpan i celebrowanie” ograniczone do minimum. Może i dlatego, że to sami, dawniej chłopcy, dzisiaj mężczyźni. Opierając sprawę „o bufet”, szybciej dochodzimy do porozumienia. Ślicznie dziękuję i pozdrawiam. :)

  3. Jędruś !! jeszcze raz Ci dziękuję za Twój udział w zorganizowaniu tego
    wspaniałego jubileuszu „50-lecia matury”. Twoja osobowość jak spoiwo łączy nas w świetliste jądro, łączy jak ojciec stada rodzinnego i nadaje rytm naszym spotkaniom klasowym. Udział tak wielu kolegów z małżonkami świadczy o tym, jak zgraną klasą byliśmy w przeszłości. Dla wielu z nas były to nostalgiczne powroty do lat młodości pełnych swobody
    i niezależności. O radościach i wzruszeniach, jakie wyzwoliło to spotkanie, niech świadczy też fakt wzmożonego ruchu na łączach i odradzających się przyjaźniach klasowych.
    Uważam, iż spotkania pomaturalne mają wyższość nad spotkaniami po studiach, gdyż są pozbawione tych negatywnych cech o których pisała powyżej koleżanka.
    Dużo zdrowia i radości
    Tobie życzę jak w młodości.

    • A wiesz co ja powiem? Dzięki za to, że skomentowałeś, masz złoto, pierwszy z klasy. Pięknie piszesz, wpadaj do mnie. Dopowiem, że robię to wszystko z radością, bo służy to nam wszystkim. Spływają zdjęcia, będę miał trochę pracy, coś napiszę, porozsyłam. Myślcie o wrześniu, uściśnij Halinkę. Pozdrów piękny Nowy Sącz ! Ślę Ci X-lecie. Pozdrawiam. :)

  4. Jestem poruszony Twoim opisem spotkania. I to uszanowanie dla zmarłych profesorów jest chyba czymś zupełnie wyjątkowym. Mieliście okazję pogadać, powspominać, umocnić przyjaźnie, wytyczyć nowe perspektywy.
    Zazdroszczę tych relacji, bo ja sam nie byłem nigdy na takim spotkaniu.
    Naładowałeś akumulatory.
    Pozdrawiam

    • Najistotniejsze są szczegóły, ich niestety nie mogę ujawniać. Są osobiste, tyczą ogólnie naszych osobowości. Powiem trywialnie, w naszych domach, w naszej szkole dobrze nas WYCHOWANO. W ubiegłym roku, także teraz, na spotkanie kolega przyleciał aż „zza wody”. Coś to oznacza, prawda? Postanowiliśmy, że o tych, którzy z nami kiedyś byli, zapomnieć nie można. Wobec siebie też starami się być życzliwi. Zajrzyj do mnie na fb, uchylam nieco mojej prywatnej tajemnicy ze spotkania. A nad całością dokumentacji ze spotkania zaczynam pracę. Mamy swojego „Wodza”, ja jestem jego „samozwańczym adiutantem”, i tak jakoś to leci. Mamy e- maile, telefony, radzimy sobie, oby Bóg obdarzył nas tylko zdrowiem. Pozdrawiam. :)

  5. No proszę. Jestem pełna podziwu dla Twojej aktywności w tym przedsięwzięciu, bo przecież taki chory jesteś i mimo wszystko… no no…Pozdrawiam majowo-;))

    • Nie jest łatwo, ale powoli. Winien jestem to moim kolegom. Mam tego do rozesłania sporo, są ograniczenia, w tym mała trudność, radzę sobie. Z kolanem jest względnie, no ale przecież u mnie innych dolegliwości sporo. Zresztą sama wiesz najlepiej. Dziękuję i pozdrawiam. :)

  6. A ja nie zdecydowałam się na takie spotkanie po latach, chociaż byłam zaproszona. Wiedziałam, że te osoby na których mi zależy nie będą, bo albo są już po tamtej stronie albo na drugim końcu świata.
    Ale wiem, że żyje moja wspaniała Pani profesor od polskiego.
    Pozdrawiam pełna uznania dla Ciebie.
    ;-)

    • Bogate w losowe wydarzenia są te nasze życiorysy. Pomimo usilnych starań nie nawiązaliśmy kontaktu z dwoma kolegami. Próbujemy nadal, ostatnio odnaleźliśmy też dwóch, ale już na cmentarzach. Takie to nasze życie. Dzisiaj już kilka godzin „bawię” się na komputerze, rozsyłam fotki. Za mną ok. 40% pracy. Mogę, chcę i potrafię to robić, więc niczego nie żałuję. Dziękuję i pozdrawiam. :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.