O Note Jędrek

Emeryt. Wykształcenie - wyższe techniczne.

… szlachetne zdrowie … z telefonem komórkowym …

jezeli-potrzebujesz-wiekszego-ekranu_2016-05-17_15-33-17

Niewiele dzisiaj osób, które nie mają telefonu komórkowego. Te starsze telefony jako proste, nowsze „wypasione”, w większości są to smartfony. Służą nie tylko do rozmów, ale są także przenośnymi komputerami. Czytamy teksty, w tym najnowsze wiadomości w sieci, korespondujemy ze znajomymi, korzystamy z portali społecznościowych. Wpatrujemy się w ekrany swoich „cacek” wiele godzin. Popatrzmy na ulicy, ile rąk podniesionych, ile gadania. To już prawdziwa choroba, uzależnienie. Ma to swoje konsekwencje dla naszego zdrowia, dla kręgosłupa, oczu, rujnuje psychikę. Od siebie dodam, że ze stacjonarnym komputerem wcale nie jest lepiej, sam na sobie doświadczyłem tegoż „dobrodziejstwa”. Niewłaściwe zorganizowanie sobie stanowiska, nadmierne siedzenie przy komputerze zrobiły swoje. Kręgosłup na odcinku szyjnym zrujnowany, wzrok podupadł, coś z moją psychiką nie tak. Przypadkowo coś przeczytałem ostatnio w sieci w temacie „dobrodziejstw” telefonów komórkowych. Chcę się podzielić z Wami pewnymi informacjami, które mnie szokują.      demot-176-452Według naukowców, wpatrując się w ekran telefonu komórkowego, obciążamy kręgosłup z siłą 27 kg. Co to oznacza? Nasza głowa waży średnio 5,5 kg. Gdy trzymamy ją prosto, naciska pionowo na kręgosłup, czyli prawidłowo, kręgosłup jest do tego przystosowany. Gdy wychylimy głowę do przodu, siła nacisku znacznie się zwiększa. Korzystając z telefonu, nie pochylajmy więc głowy do przodu. Robimy duży błąd, to jest niebezpieczne. Problem zauważono, zajmują się nim naukowcy, m.innymi Kenneth Hansraj, chirurg i ortopeda specjalizujący się w chorobach kręgosłupa w klinice Chirurgii i Rehabilitacji Kręgosłupa w Nowym Jorku. By czegoś nie „przekręcić”z ustaleń dr Hansraja, o których czytałem w sieci, ich fragment zacytuję. Ustalił: „Ważny jest nie tylko kąt nachylenia głowy, ale przede wszystkim czas, jaki spędzasz w tej pozycji. To on ma decydujący wpływ na powstawanie niekorzystnych zmian w kręgosłupie. Najbardziej zagrożone są dzieci i młodzież. Obliczył, że nadmiernie obciążamy kręgosłup co najmniej przez 2 do 4 godzin dziennie! Łącznie daje to od 700 do 1400 godzin rocznie. A uczniowie szkół ponadpodstawowych spędzają z telefonem komórkowym nawet 5 tys. godzin w roku! Nic dziwnego, że u wielu młodych ludzi kręgosłup jest w tak złym stanie, że wymaga interwencji ortopedy i fizjoterapeuty. Wpatrywanie się w ekran komórki może powodować wiele dolegliwości takich jak: przewlekłe bóle górnej części pleców, skurcze mięśni, bóle barku, ramion. Z czasem ból może wędrować na całe ręce. Nieleczone dolegliwości powodują trwałe stany zapalne i zwyrodnienia. To jednak nie wszystko. Lekarze uważają także, że zbyt długie używanie telefonu komórkowego może powodować też bóle głowy, problemy z układem nerwowym, choroby serca i depresję”.      ccd9456159f25ee23aca8e4769d4e0d09762To tyle o wynikach badań naukowców. Są to poważne ustalenia. Co robić? Lekarze radzą: trzymając w ręku telefon, podnieśmy go wyżej, tak, aby nie zginać szyi; wykonujmy też ćwiczenia, kilka razy poruszaj głową raz w lewą, raz w prawą stronę; stańmy we framudze drzwi i wysuńmy ręce na boki; zróbmy krok w przód, tak, aby rozciągnęły się mięśnie klatki piersiowej. Chociażby tyle. Jak widzimy, przy niezaprzeczalnych zaletach telefonów komórkowych, od razu pojawiają się po pewnym czasie problemy ze zdrowiem. Przyznajmy, dzięki „komórce” niejednemu uratowano zdrowie lub życie. Jednak dziś mówi się o tzw. syndromie SMS-owej głowy, a to już jest poważnie. Można zadać sobie pytanie: „dawniej, niekoniecznie w buszu, było lepiej”? Sam sobie odpowiem, też były choroby, może nieco inne. W sumie „szlachetne zdrowie” jest dla nas najważniejsze !

… wielcy o uczciwości …

1333488391_by_RaCmin_600

Życie niesie niespodzianki, te dobre, ale i takie, o których wolelibyśmy najlepiej szybko zapomnieć. I mnie to spotkało, próbuję zapomnieć, ale jakoś siedzi mi to cały czas w głowie. Tyczy ogólnie rzecz biorąc uczciwości pomiędzy ludźmi. Nie o tym przypadku będzie tu mowa, lecz przytoczę kilka myśli o uczciwości ludzi znanych i się do nich odniosę.

1.”Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie” /Epikur/. Ciekawe jak czują to ci, którym się tylko wydaje, że żyją poczciwie. Pewnie sądzą, że wszystko jest w porządku, ale czy na pewno? Zdarzało mi się, że czasami nie byłem do końca w porządku, nawet z samym sobą. Wiecie, że gryzło mnie to do czasu aż musiałem błąd naprawić w wymiarze, tak bym mógł się uspokoić. Czy to wystarczy?

2.”Pogodna wesołość jest nagrodą uczciwego życia”/Ernest Renan/. Jeśli to nagroda, niech i tak będzie. Ponoć bywam pogodnym, ale czy to nagroda? Jest też pytanie, czy jestem uczciwy? Co z czego wynika naprawdę? Prawdą jest, że wesołemu lżej.

3.”Nie ma człowieka, który byłby równie uczciwy w każdej sytuacji”/George Bernard Shaw/. To przyjmuję do wiadomości, skoro autor tej myśli tak twierdzi? Oczywiście jest to trudne. Różni są ludzie, różne sytuacje, w tym i niezręczne, niewygodne, z tego wtedy może przecież wynikać nasze zachowanie.

4.”Ludzie, którzy kochają w życiu tylko raz, to w rzeczywistości istoty puste. To, co uchodzi w ich pojęciu za wierność i uczciwość, jest albo siłą przyzwyczajenia, albo imaginacją”/Oscar Wilde/. Odważne stwierdzenie. Pamiętajmy, że mowa tu o miłości, a nie o zauroczeniu. Jestem pustą istotą, czy też może nie? Sam sobie nie potrafię zdecydowanie odpowiedzieć. Niby kochałem więcej niż raz, ale czy to była miłość?

5.”Uczciwa kobieta nie potrzebuje się pod spodem stroić dla męża”/Gabriela Zapolska/. Wypada się zgodzić, Zapolska wiedziała o życiu sporo. Dzisiaj taka modna damska bielizna erotyczna, więc? Ponoć pomaga. A co do spodu, nie zapominajmy o higienie, prawda?

Dobrnęliśmy do końca. Każdy z nas ma swoją samoocenę. Jesteś uczciwa/uczciwy? Co inni o nas myślą, czy dla nas jest to ważne? Dla mnie, uczciwość to jedna z ważniejszych życiowych cnót.            poniewaz-kobiety-lacza-poczucie-humoru-z-uczciwoscia-i-inteligencja

… czy aby na pewno? …

1057

Skąd ta wątpliwość? Otóż, odnosi się ona głównie to pewnej myśli samego Charlesa Chaplina: „Na cudze błędy patrzymy jak na cudze żony. Mamy z nimi dużo więcej radości niż z własnych”. Pewnie są tacy, którzy z tym się w pełni zgadzają. Próba skonfrontowanie jakiegoś błędu z cechami pewnej Pani mnie jakoś nie pasuje. Różne są błędy, różne są Panie. Podobnie, czy ja mam się cieszyć z faktu, że ktoś popełnił błąd? Nawet gdybym tej osoby nie lubił, to czemu od razu mam się cieszyć? To, że jego żona atrakcyjna, to bardziej? Niedawno pisałem o tym by postępować rozważnie, by jak najmniej popełniać błędów. Teraz jakby cokolwiek dalej w tym temacie. To jest mój punkt widzenia, to jest mój osąd. Nic tu z „książek”, no może z jednej pt. „życie”. Tu też bądźmy rozważni. Nigdy nie wiadomo co nas jutro spotkać może. Czyżbym nie patrzył na żony innych? Oczywiście patrzę, nawet się zachwycam, ale jak to już kiedyś mówiłem, wobec mężatek i panienek, żadnych „kudłatych” myśli nie mam, tym bardziej teraz, w moim wieku. Słynny komik naprawdę tak myślał? Podwinęła ci się noga, popełniłeś błąd, to dobrze ci tak? Masz mlaskać z radości? A wobec siebie to jesteś w porządku? Oczywiście, jeśli potrafisz dokonać uczciwej samooceny. Czy aby na pewno tak powinniśmy się zachowywać jak to sugerował Charles Chaplin? Jeśli zechcemy, z błędów możemy wyciągnąć właściwe wnioski, błędy uczą. Nie powinniśmy jednak naśmiewać się z błędów innych, wykorzystywać je do niecnych celów. W życiu często bywa tak, że je często wspominamy, przypominamy sobie, gdybamy „coby gdyby wtedy”. Mnie się to zdarza, mam na myśli nie tylko swoje, ale błędy popełnione przez inne bliskie mi osoby.                                1384783308_rjezfd_600

… kanikuła, wakacje, wypoczynek … „igrzyska”, czyli biesiady, dożynki, zabawy … luzik …

page 02

Wydaje mi się, że emerytowi też należą się wakacje. Luzik wskazany, o zdrowie dbać wypada. Biorę sobie tu na blogu trochę „wolnego”, mniej trudził się będę, będą krótsze posty, może będzie ich mniej. I będzie dobrze, jak mawiają, damy radę. Teraz najlepiej, jest lato, są wakacje, bywają upały, mamy kanikułę. Dawniej, w starożytnym Rzymie kanikułę /z łac.canicula, inaczej piesek/, rozumiano jako porę roku, w której Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Psa /obecnie Wielki Pies/. Wtedy cesarz rzymski zarządzał igrzyska. Choć to czasy dzisiejsze, to dzisiaj mamy podobnie, mamy upały, mamy „igrzyska”. Niektóre za nami, wiele nas jeszcze czeka. Różne biesiady, święto śliwki, dni miasta, dni chleba, rodeo, leśna apteka, dożynki. Piszę tylko znaczeniowo, małą literą. Każda z tych imprez ma bowiem tradycyjne swoją nazwę, każda gmina się prezentuje i bawi. Bywają też imprezy towarzyszące uroczystościom religijnym, odpustom. Społeczności, rolnicy dziękują za zebrane plony, szczycą się swymi osiągnięciami. W naszym powiecie bawiono się już u niektórych, pozostali się sposobią, i tak do końca września. Przy okazji, produkują się miejscowi artyści, zespoły, organizowane są różne konkursy, koncertują znane zespoły. Wszystko tu odnajdziesz: runo leśne, śliwki, różne owoce, nawet pierogi, ciasta, sałatki. Tyle lat to obserwuję, nawet czasami kosztuję, nawet kiedyś czynnie uczestniczyłem. To są pyszności! Panie prześcigają się w pomysłach. Niestety, sal wielkich koncertowych i słynnych zespołów teatralnych nie mamy, owszem czasem ktoś przyjedzie z dużego miasta, czasem ktoś znajdzie się w stolicy czy innym dużym ośrodku, i tam coś zobaczy, wysłucha. Tutaj, to co dla ducha leży w gestii miejskich i gminnych domach kultury. Włodarze robią co mogą by tradycji dochować, by mieć swoje, skromne „igrzyska”. I tak to wygląda na prowincji. Może uda mi się tego lata gdzieś zawitać, spróbować oryginalnych pierogów, galaretek itp. Ponadto, mamy swoje „morza”, zalewy, plaże, wokół lasy. Wszystko na miejscu. Jedynie tu na dole, „igrzyska” miejscowych polityków są mniej ciekawe niż te na Wiejskiej, ale to dobrze. Takie to nasze prowincjonale życie, nie jest najgorzej. Miłego wypoczywania, pięknej opalenizny, wszystkiego życzę z umiarem.        page 01

Z ostatniej chwili. Wielu gości przyjechało w ostatnią niedzielę do miejscowości Wysoki Średnie w gminie Bogoria na IX edycję Święta Pieroga. A kosztować było co, bo na półmiskach konkursowych znalazły się tysiące pierogów/patrz zdjęcie-mniam, mniam, mniam/.    page 03

… „cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca” … odcinek 2 …

190

Sam sobie napytałem biedy. Czekacie na to co ja tu napiszę. Prawdę, ale bez pikantnych szczegółów, bo nie wypada, bo nie należy. A więc chronologicznie, od początku. Decyzja co do wyboru szkoły średniej, to przypadek, to podglądanie innych, to zamiłowanie, ale do innych rzeczy. Na szczęście wybór w miarę trafiony. Dalsza edukacja, to wybór świadomy, z przekonania. Najburzliwiej było za młodu, serce pikało mocno, jakieś hormony zaczęły mną rządzić. I tak się człowiek szarpał, choć było w tym i trochę rozumu. Otóż najpierw dyplom, potem niech się dzieje co chce. W międzyczasie jakieś tam „próby na scenie” trwały, niektóre „spektakle” były cudowne. Aż „przyszła kryska na Matyska”, stało się, klapki na oczach i tyle. Powiem tylko, że tu się rozum całkowicie wyłączył. Czy żałuję? Nie, jednak niektóre moje decyzje były błędne, czas to pokazał. Słów kilka o moim życiu prywatnym, zawodowym, rodzinnym. Dodam, że raz jeszcze zdarzyło się przed laty, gdy hormony próbowały mną zawładnąć, ale tenże mój „analogowy czujnik w obszarze rozumu” w porę zadziałał. Było niebezpiecznie! Teraz już przez cały czas „pan rozum” jest włączony, czuwa nad moimi wyborami jak czujnik regulacji obrotów. Dzisiaj, z perspektywy czasu oceniam, że moje decyzje dotyczące pracy były dobre, nie powinienem narzekać. Zawsze na pierwszym miejscu chodziło mi o warunki pracy, później dopiero o płacy, oczywiście w miarę godziwej. Kilka razy zmieniałem pracę, zawsze w uzasadnionym przypadku. Pracowałem w Świętokrzyskim, Małopolsce i na Podkarpaciu, także w delegacji, praktycznie po całym kraju. Poznawałem nowe otoczenie, nowe technologie i techniki, nowych ludzi. Mogę powiedzieć, że z wiekiem rozwijałem się, nabierałem doświadczenia. Zaczynałem od pracy fizycznej, kolejno dozór średni i wyższy. Poprzez pracę zawodową poznawałem piękno naszego kraju.                                OLYMPUS DIGITAL CAMERAKolejne prywatne wybory, także rodzinne były i są przemyślane, stonowane, rzekłbym ostrożne. Przed laty gdy zaistniała szczególna sytuacja rodzinna, przeszedłem na krótkotrwały zasiłek przedemerytalny, potem na emeryturę. Tym, czyli opieką spłaciłem dług wobec chorej mamy, dług za poniesiony trud wychowania. To była moja bardzo dobra decyzja. Owszem, przez te prawie 40 lat pracy przeżyło się piękne chwile, niekiedy bywało trudniej, dobrze, że szczęśliwie i uczciwie. To ostatnie, to moja największa zdobycz, spoglądam innym w oczy bez żadnych obaw. Znalazłem także czas by sobie popracować jako wolontariusz w naszej Pustelni, pośpiewać w zespole śpiewaczym, „bawiłem” się w samorządowca, nawet przez pewien czas prowadziłem małe gospodarstwo rolne. Czy to dobre decyzje? Ta odnośnie wolontariatu to od serca, poza dyskusją, zabawa w samorządowca utwierdziła mnie, że niepotrzebnie posłuchałem innych, to po prostu nie dla mnie. Podśpiewywanie to już tradycja rodzinna, a gospodarstwa porzucić nie mogłem, tato po drugiej stronie bardzo by cierpiał. Wszystko jednak ma swój kres, odeszli najbliżsi, podupadło zdrowie, lat przybyło, resztę już znacie. Co teraz z moimi decyzjami? Oczywiście są one z kategorii drobnych, przeważnie tyczą się zdrowia, mojej zabawy z komputerem. O zdrowiu to głównie zdecydują lekarze, ja pewnie się zgodzę, chociaż? To poważne decyzje, będzie pewnie ich kilka, bo człek już „rozmontowany”. Kiedyś to mówiłem, nie bywam tylko u ginekologa. Majątek? Brak takowego, o tym co jeszcze jest już zdecydowałem. Chwalę się, że mam zasady, że jestem osobą wierzącą, że od zawsze mam te same poglądy polityczne, ale z tego powodu często dopada mnie stres. Mam niedobry charakter, ufam ludziom, nie odszczekuję się, wolę zrobić krok do tyłu itp. Tu na blogu raczej jest spokojnie, nieliczne były zaczepki, nie pozostawiło to jednak żadnych śladów w mojej psychice. Gorzej, a nawet źle mam na Facebooku. Każdy ma prawo do swoich poglądów, każdy może je artykułować podług siebie. Niestety nie mogę się pogodzić z takimi ostentacyjnymi wpisami niektórych. Pośród nich jest wiele bliskich mi osób, nie spodziewałem się takiej ich postawy. Nie wiem czy tak można czy nie. Wiem tylko, że mnie to nie odpowiada, nie daje mi to spokoju, tętno i ciśnienie idą w górę. Chodzi o bezpardonowe, niekiedy wulgarne atakowanie drugich. Czyżby byli o tym przekonani? Mają w tej materii wiedzę? Boją się o siebie? Kiedyś już tak było, wycofałem się z tego portalu, także z bloga. Powróciłem, zaakceptowałem nowych, niektórzy z nich są podobni to tamtych, którym podziękowałem. Coś zrobić muszę, zastanawiam się. Dziś wiem tylko tyle, że moje zdrowie jest ważne. Już chwilę na to patrzę i czekam końca, zobaczymy.

 

 

… „cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca” … odcinek 1 …

mw7s4cbvqr466ym9wy73s85n9kcqvjhg_gallery

W naszym życiu często przychodzi chwila na podjęcie ważnej decyzji. Tak już nieraz bywało, tak może zdarzyć się niebawem. Może chodzić o decyzję małej wagi lub decyzję doniosłą, decyzję wiążącą, bądź wstępną. Szczególnie te ważne, końcowe są bardzo istotne, ponieważ jej skutki mogą w przyszłości okazać się negatywne, zaś w tej chwili są trudne do przewidzenia. Człowiek w podjęciu decyzji powinien kierować się rozsądkiem, aktualną sytuacją oraz opinią bardziej doświadczonych, zaufanych ludzi. A my często bywamy impulsywni, miewamy swoje odczucia, bywamy przekorni. Nieraz po pewnym czasie okazuje się, że to były błędne te nasze „ciach-ciach” decyzje. Tego rodzaju błędów nie da się już raczej naprawić. Wielu, właśnie z powodu impulsywności i niecierpliwości miało kłopoty. Od dawien dawna tak było. Już Sokrates mówił o tym by nad czynami czuwał rozum a nie emocje, by starać się być opanowanym, cierpliwym i kierować się zdrowym rozsądkiem. Słuszne więc prawił: „Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca”. Niełatwo jest dostrzec u siebie błędy. Błędy innych, grupy i zbiorowości, to też nie prosta sprawa, często jasną się staje dopiero po czasie. Na przestrzeni dziejów też różnie bywało. Były decyzje trafne i chybione. Wystarczy prześledzić naszą historię, Europy, czy też historie w naszych rodzinach. Przypatrzmy się też jak to było dotąd w naszym życiu. Dzisiaj warunkiem pozycji w społeczności, znalezienia się na rynku pracy, zabezpieczenia dobrych środków utrzymania, jest zdobycie stosownego wykształcenia, adekwatnego do swoich możliwości, predyspozycji. O tych z grupy korupcyjnych tylko wspomnę. W naszych czasach ciągłe w siebie powinniśmy inwestować. Wykształcenie, edukacja poza wiedzą, wyrabia w nas nawyki rzetelnej pracy, a to jest do życia dzisiaj konieczne. Chodzi o to by być zadowolonym z wykonywanej pracy, by godziwie zarabiać, by pracę wykonywać na należytym poziomie. Przyznaję nie jest trudno oceniać swoje i czyjeś decyzje z perspektywy czasu, nie zawsze bywają obiektywne. Gdyby nawet znać dobrze wszystkie swoje decyzje i ich skutki z przeszłości, nie mamy gwarancji, że znowu nie popełnimy błędu. A może być i tak, że mała pomyłka dzisiaj zaowocuje poważnymi w skutkach konsekwencjami w przyszłości. Natomiast dobrze jest pamiętać pewne niuanse z dawnych decyzji, mogą być teraz pomocne. Wniosek z tych rozważań jest taki, że kierowanie się rozsądkiem kiedyś zaprocentuje, przyda się bardziej niż najwspanialsze nawet emocje. Sokrates wiedział, że przede wszystkim trzeba korzystać z tego co mamy w głowie, a później dopiero z tego co dyktuje serce. To tyle, tytułem wprowadzenia. W następnym poście, przeniosę to na grunt osobisty, nieco patrząc wstecz i z czym spotykam się dzisiaj.     1281182417_by_XgorgiX_600

 

… „wielką rzeczą jest wiedzieć, kiedy mówić i kiedy milczeć” …

1-1431199426_laitmw_600-1

Ta łacińska sentencja pięknie brzmi w oryginale: „magna res est vocis et silentii temperamentum”. Nie znam łaciny /no, może trochę „kuchenną”/, ale lubię jej brzmienie. Przyjrzyjmy się jej znaczeniu, zastanówmy się czy i jak ona jest ważna w naszym życiu. Wiem, że już wiele osób wypowiadało się w tym temacie, ja także, ale nie zaszkodzi w kilku zdaniach do niej powrócić. Mowa jest ważna w międzyludzkich stosunkach, milczenie też bywa cenne. Tą sentencję interpretuję także w taki oto sposób: „wstrzymaj się, nie mów tego, o czym milczeć powinieneś … miej odwagę powiedzieć to, o czym mówić należy”. To, o czym należy milczeć, rozumiem jako tajemnice i sekrety, które w zaufaniu sobie powierzamy. Są sprawy, o których nie powinniśmy dyskutować publicznie, ani w większym gronie. Nie powinno się formułować oskarżeń będących podejrzeniami, zbyt pochopnie wysuniętymi. Wtedy skrzywdzimy drugą osobę, przy tym stracimy na opinii o sobie. Są jednak sprawy, wobec których nie wolno nam być biernym, nie można ich przemilczać. Chodzi o sprawy dziejące się dookoła, szczególnie jeśli widzimy, że krzywdzony jest drugi człowiek. Jak jest naprawdę, widzimy na każdym kroku. Myślę tu o tym co w się dzieje w przestrzeni publicznej, tej w kraju, w naszym środowisku, w naszym otoczeniu. Nie przebierają w środkach, „walą po oczach z grubej rury”, nie patrzą na skutki. Jeśli trafione, jeśli zbliżone do prawdy, nie „przewymiarowane”, to jeszcze. Gorzej, gdy tylko chodzi by drugiego sponiewierać. Wystarczy posłuchać, poczytać obydwu stron sceny politycznej, czy można widzieć i słyszeć inaczej? Do tego, często zapominają co sami mówili niedawno. Przykłady zbyteczne, każde wydarzenie tu można przytoczyć. Oczywiście, któraś z tych interpretacji bywa bliżej prawdy, każdy z nas ma własną ocenę. Tu sobie odpuśćmy, sami sobie z sobą poradzą, my zweryfikujemy w dniu wyborów. Nasze wtrącanie nic tu nie pomoże, oni wiedzą lepiej. A na naszym podwórku? Co robić, gdy mąż, konkubent, partner „wyznacza swój rewir” w domu? Jeszcze do tego upokarza i bije dzieci? Jeśli pani domu urządza libacje, każdego dnia żyje chwilą, nie bacząc na swoje maleństwa? Nawet takie drobne, przyziemne sprawy: jak wyrzucanie na ulicę opakowań po konsumowanym lodzie, wafelku, po napojach; jak pozostawienie wózka po zakupach, za nic go nie odprowadzi; jak wywracanie koszy, dewastacja znaków, tablic. Czy tu powinniśmy być bierni? Oczywiście, że nie, ale czy każdy może? Każdy powinien, zaś czy może, tu byłbym ostrożny. Starsza osoba może usłyszeć: „sp…. stary, dostaniesz w m…., to zobaczysz”. Strach i tyle, potrzebna tu pomoc służb porządkowych. Też jestem w strachu, uciekać nie mogę, niewesoło. A co z nami? Pokuśmy się o własną refleksję, w jakiej to my jesteśmy sytuacji, jak posługujemy się „własnym językiem”, co powinniśmy u siebie poprawić. Ja też do „świętoszków” nie należę, myślę, że nie lideruję, ani nie jestem w ogonie. Taka moja konstrukcja i tyle. O sobie niewiele, ale innych poucza, prawda?. Wniosek do nas wszystkich: w życiu należy kierować się intuicją, zdrowym myśleniem, zastanowić się nad konsekwencjami wypowiedzianych przez nas słów, oraz tych na odwrót, słów, których nie powiedzieliśmy, a powinniśmy wypowiedzieć.           2-1425553770_ucuvec_600-2