… marzenia starowiny … oj dziadu, pod piec! … grzej te stare kości …

1-1138

Warto myśleć gdy się coś pisze, czy mówi. Jeden z moich znajomych zapytał nie czy mógłbym coś powiedzieć na temat swoich marzeń. Pewnie zauważył, że w moim „pisaniu” często wspominam, odnoszę się do tego co za mną. Przyznaję, ma rację, ale taki już jestem. To co przeszło jest mi znane, to co przed bywa niewiadomą. Pomimo, że myślę o tym co mnie za chwilę czeka, to przecież nie wiem co się może wydarzyć. Obym tylko nie wpadł w pułapkę, bym nie próbował mówić o marzeniach, które już były. Było ich sporo, ale tylko część się powiodła, reszta została tylko marzeniem. Czy człowiek w moim wieku może jeszcze marzyć? Pewnie tak, mnie się przytrafia. Inne to marzenia, ale zawsze marzenia. No więc o czym? Najwięcej, tradycyjnie tyczą zdrowia. Marzę, by noga powróciła do jako takiej sprawności, by przy okazji nie wysiadło biodro, by niekoniecznie polkę, ale choćby tango móc jeszcze zatańczyć. Chciałoby się by specjaliści, do których chodzę mogli mówić: „jest jeszcze nieźle”. Marzenia te ze zdrowiem związane, rzutują na inne. Gdyby było dobrze to może wyruszyłbym gdzieś w podróż, powróciłbym do śpiewania z naszym zespołem. Marzą mi się moje Żuławy, piwko „Pod bocianim gniazdem” w Mikoszewie, dobre, świeże ryby w Stegnie czy lody „U Idziego” w Jantarze. Moi przyjaciele z zespołu występuję tu i ówdzie, ja ze smutkiem patrzę na to z boku. Może udało by się wsiąść do samolotu i polecieć sobie? Uciążliwa to podróż, ale mam do kogo. Chciałbym nadal spełniać się jako lektor, komentator w mojej Pustelni, móc się denerwować na meczach naszej Pogoni, wziąć wędkę i się zrelaksować. Nadto marzę, by móc jeszcze usiąść ze znajomymi przy kawie, poplotkować, popatrzeć na piękno, którego pełno wokół.   2-1307809888_by_bronxxx_600Niektóre moje marzenia należą do tych z kategorii „ściętej głowy”, no bo chcę by politycy się wreszcie dogadali. Jeśli nie, to by zachowywali się przyzwoicie, by Ojczyzna dla wszystkich oznaczała to samo, by pamiętali o innych, nie tylko o sobie. Marzy mi się by była u nas III liga, a tu zanosi się, że spadną z IV-tej. Do majętnych nie należę, ale gdyby nagle pojawił się jakiś znaczący dochód, to naprawdę nie zwariowałbym. No i jedno z ważniejszych marzeń, by nikt nie „odbezpieczył granatu”, by był pokój i spokój, by emigranci mogli powrócić do swoich krajów, Europa zaznałaby wreszcie spokoju. Marzy mi się też znaczne zrzucenie wagi, bo już nieładnym się robię. Wiek swoje, do tego „samara”, wstyd. A co z samochodzikiem? Mam „dojrzałego partnera”, znamy się już wiele lat, myślę, że „dowiezie mnie do mety”, jestem jemu wierny. A co z kobietami? Proszę, zwolnijcie mnie z odpowiedzi. Moje serce ma dwie komory, dwa przedsionki, pojemne jest, ale zajęte. Przez kardiologa znaczy się, to tyle w tym temacie. Czy się podkochuję? Oczywiście, taki wrażliwy facet i bez obiektów do westchnień? Kiedyś córka mi powiedziała: „tato jeśli kilka, to bezpiecznie, gdyby jedna to już może być problem”. Słucham córki, jest więc jak jest. Coby tu jeszcze? Wystarczy, gdy zapytacie w komentarzach, spróbuję odpowiedzieć. Ciekawe co o tym myśli ten, który mnie niedawno namówił do napisania tego postu, mój znajomy, prawie sąsiad, którego mam przyjemność znać osobiście. To zacny Imć Waść ~Tatul, „były belfer”, ciekawe co pomyśli o tych moich bazgrołach, czy aby o to Jemu szło? Dziękuję, że zechcieliście poświęcić swój drogi czas, wszystkich pozdrawiam. :)   3-1378316525_wv9f3l_600

… staram się chodzić swoimi ścieżkami … tup, tup, tup …

1-1316166304_by_kolczyk456_600

Rodzi się pytanie, czy aby zawsze tak było? Zrozumiałe, że w dzieciństwie kierowali mną rodzice, nauczyciele w szkole, przełożeni w wojsku, przełożeni w pracy. Gdy się już było pełnoletnim zaczęło się życie na własny rachunek. To nasze życie, jest niezwykłą wędrówką, pełną wzlotów, ale i upadków. Wyruszasz bracie każdego dnia, gdy się tylko obudzisz. Masz cel przed sobą, ale czy wiesz dokąd zawędrujesz? Idziesz własną dróżką, ścieżką zgodnie ze swoimi przekonaniami, ze swoim obranym celem i swoją naturą. Czy warto iść swoją drogą? Zapewne tak. Jednakże nie jest to taka oczywista odpowiedź. Najtrudniej przełamać się i wykonać pierwszy krok by podjąć własną wędrówkę przez życie. Może nieraz potknąłem się, ale to była moja droga, mój wybór i to ja poniosłem konsekwencje, pełną odpowiedzialność, gdyż to była moja wędrówka z jej dobrymi i ciemnymi stronami. Tak też ze mną było i jest. Były to moje wybory, wybory w moim życiu osobistym, w mojej edukacji, w podejmowaniu i świadczeniu pracy, w realizacji moich zainteresowań. Szukałem swojego miejsca w życiu, wiele razy nieco pośpiesznie, stąd i rezultaty bywały różne, często mizerne. Powinno to wszystko służyć głównie mnie, niestety bywało inaczej. O jakich moich ścieżkach myślę? Za najważniejszą dla mnie uważam moją „drożynę” tyczącą się mojego światopoglądu. To ona rzutuje na moje zachowania na innych życiowych drogach. Tak jest w przypadku pojmowania stosunków międzyludzkich, poglądów politycznych, stosunków społecznych, kulturalnych itp. Może zdarzają się drobne, sporadyczne odstępstwa od tych zasad, lecz główne moje spojrzenie w danej kwestii bywa niezmienne. Szczegóły to moja osobista sprawa, nie powinienem publicznie o tym rozprawiać, więc nie rozprawiam.                   2-1388761686_b9kjat_600Niby od nas zależy jak żyjemy, dokąd zmierzamy, ale często liczymy się ze zdaniem innych. Ile ludzi, tyle życiowych dróg. Mam przyjaciół, z którymi mamy podobne poglądy na życie, ale każdy z nas poszedł inną, swoją drogą. To zrozumiałe, bo choćby to, że inne nasze rodziny, inne zwyczaje, różne wartości, różne recepty. Ponieważ mamy tylko jedno życie, powinniśmy iść swoją drogą. Oczywiście zdarzało się, że rad innych słuchałem, decyzja tycząca wyboru zaś moją była. By być ze swej drogi zadowolonym, dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nasze postępowanie akceptuje. Czy niekonwencjonalne zachowania są wskazane? Jeśli odnajdę w nim to co dla mnie dobre, co sprawi, że będę lepiej i piękniej żył, to tak. Pewnie wielu z nas coś w swym życiu, które za nami by zmieniło. Wiem, że w kilku przypadkach powinienem postąpić inaczej, nie sugerować się podpowiedziami innych. Oni nie byli „w moim odzieniu”, nie czuli tego, należało głębiej się wtedy zastanowić, bo to moje życie, które się już nie powtórzy. A teraz? Owszem człowiek myśli, racjonalnie podchodzi do problemów, ale to już nie ta skala, nie ten ciężar gatunkowy. Pewnie mniejszy niż kiedyś, ale w skutkach może być bardziej znamienny niż dawniej. Po prostu czasu coraz mniej na naprawianie błędów, nie zawsze z przyczyn obiektywnych jest to już możliwe. Mówią, cobyś w życiu nie zrobił, jak nie postąpił, żałować możesz. Jedno co wydaje mi się pozytywnym w przypadku mojej osoby, to fakt, że ostatnio mniej tym wszystkim się przejmuję. Sił już nie starcza, koncept gdzieś się podział. Dzisiejsze moje drożyny są więc z konieczności krótsze, uboższe, ale zmierzają w tym samym kierunku co te „stare”, dobre, sprawdzone.             3-1344523164_byytvj_600

… a jeśli mnie to spotka niebawem? … co wtedy? …

1-1309635846_by_mylord_600

Niedawno przybył mi roczek, jeszcze o tym pamiętałem, także od wielu z Was otrzymałem piękne życzenia. To miłe, pamięć nas póki co nie zawodzi. Człowiek się cieszy, ale jak długo jeszcze? Dla niektórych z nas zbliża się finał, pamięć zaczyna szwankować, siły się gdzieś podziewają. Niejeden ma wokół siebie znajomych, którzy z tym zaczynają mieć poważne problemy. Na dodatek tyle dowcipów na ten temat każdy z nas słyszał. Niby często odbieramy je na wesoło, ale w tym jest i trochę strachu, także obaw co z nami będzie. Widzę po sobie, że wszystko zdarzyć się może. Ot tak na wesoło, w odniesieniu tylko do własnej osoby postanowiłem przytoczyć usłyszane gdzieś cztery dowcipy, po czym komentuję je po swojemu, tak jak ja je odbieram, lekko, ale poważnie.     2- unnamed

1. „Na ławce w parku siedzi staruszek i płacze. Podchodzi do niego przechodzień i pyta:
- Dlaczego płaczesz?
- Synu mam 80 lat, dwa tygodnie temu ożeniłem się z seksowną laską, ma 22 lata, super gotuje, kochamy się oboje nawzajem, wieczorem mi czyta …
- No to o co chodzi?
- Nie pamiętam gdzie mieszkam!”.

Na szczęście nie czeka mnie ożenek, taka laska też raczej mi się nie trafi, no bo konto ubogie, i nie tylko. No, ale co będzie gdy zapomnę nazwiska, adresu lub drogi? Jak powrócę do domu? Perspektywa dla samotnego niewesoła. Zauważcie, że jednak coś staruszek zapamiętał.

2. „W przedziale w pociągu naprzeciwko starszego pana siedzi ładna, młoda dziewczyna w mini spódniczce. Mężczyzna zerka i zerka na jej nogi, w końcu mówi:
- Czy byłaby pani tak łaskawa i zakryła kolanka? I pani będzie cieplej, i ja drżeć przestanę…”. Dla mnie proste, nie będę spoglądał na dziewczyny w miniówkach. Drżeć z tego powodu nie wypada i nie jest to zdrowe, a tak by sobie człowiek popatrzył!

3. „Mój dziadek ciągle narzeka, że koszty życia strasznie wzrosły w dzisiejszych czasach. Mówi: – pamiętam kiedy byłem młody – mama mi dała 5 złotych na zakupy, a ja wróciłem do domu z pełną reklamówką – wędliny, mleko, chleb, ser, masło, herbatniki. A teraz co? Wszędzie te lustra, te kamery”. Masz babo placek, dziadek kiedyś sobie radził, zaradnym był, a my? My też, nawet inteligenci „pod kasą” potrafią, ostatnio wiele o tym mówiono. Biorą co pod ręką, jeno zamiast żywności pen drive. Ponoć gdy taka krew, biedaczek jeden.       3-1282927349_by_KSU13_6004. „Babcia i dziadek oglądają program uzdrowiciela w telewizji. Uzdrowiciel polecił, by wszyscy, którzy chcą być wyleczeni, podeszli do telewizora, położyli jedną dłoń na odbiorniku, a drugą w tym miejscu, które ma być wyleczone. Babcia wstała i powoli pokuśtykała do telewizora, położyła na nim prawą rękę, a lewą na ramieniu dręczonym przez artretyzm, który sprawiał jej wiele bólu. Potem dziadek wstał, podszedł do telewizora, położył na nim prawą rękę, a lewą w pewnym wiadomym miejscu. Babcia skrzywiła się i powiedziała:
- Chyba nie zrozumiałeś. Celem tej terapii jest wyleczenie choroby, a nie budzenie się w tym wieku na nowo”. Śmieszne? Wcale nie, dziadzio też chciałby. Zapomniał biedaczyna, że siły już nie te, tylko chęci pozostały. Samo życie! A ja? Wczoraj zjadłem pierwszego tej wiosny loda! Ale mnie zmroziło!

I to by było na tyle. I co ty Andrzeju na to? Wiele z tego już mnie dotknęło, inne dotykają prawie codziennie. Chwała Bogu jeszcze stawiam swoje „kikuty”, jeszcze nieco pamiętam, nawet coś mi się przypomina ze szkolnej ławy. A to już 50 lat po maturze! Niebawem się z kolegami spotkamy, oby tylko doczekać w przyzwoitym zdrowiu. Zwróćcie Państwo uwagę na załączone przeze mnie w tekście obrazki. Prawda, że są trafne, takie mądre, takie wymowne? Nauki z tego odpowiednie płyną. A teraz po tym luzie, lekkiej frywolności, słów kilka na bardzo poważnie, idą Święta, mamy Wielki Tydzień. Więc wszystkim Wam i Waszym bliskim życzę: „Zdrowych, radosnych Świąt Wielkanocnych. Wesołego Alleluja”.     4-003

… mamy to szczęście … doczekaliśmy, Bogu niech będą dzięki … to już cztery wieki …

13592565_915476588562708_3946316545774336275_n

Dziś będzie o Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach. Spróbuję pokrótce o tym przypomnieć, kiedyś już trochę o tym pisałem. Mamy Rok Jubileuszowy, to już 400 lat Pustelni. Najdalej wstecz, datą zapisaną w kronikach Pustelni Złotego Lasu jest 27.08.1617 r. To początek dziejów Pustelni. Wtedy to kapituła generalna kongregacji Monte Corona zatwierdziła fundację braci Gabriela i Jana Magnusa Tęczyńskich dla kamedułów. W 1621 r, do Rytwian przybyli kameduli, wtedy wytyczono miejsce pod budowę eremu. W 1624 położono i poświęcono kamień węgielny, rozpoczęto budowę. Konsekracji kościoła kamedulskiego pw. Zwiastowania Panny Maryi w dniu 27.09.1637 r. dokonał biskup krakowski Tomasz Oborski. Taki był początek, potem przez ponad dwa wieki trwała nieustanna modlitwa zakonników oraz zaangażowanie tych, którzy tu żyli w kolejnych pokoleniach. Pustelni nie omijały nieszczęścia, w tym dwa pożary, także kasacja na mocy carskiej ustawy. W XIX wieku byli tu franciszkanie, ale znów zarządzenie władz carskich zmusiły ich do opuszczenia Rytwian. W 1925 r. powrócili tu na krótko mnisi kameduli, stan zabudowań nie pozwolił na właściwe funkcjonowanie. Dziesięć lat później staraniem władz kościelnych i przy pomocy ówczesnego właściciela Rytwian, Księcia Artura Radziwiłła, świątynia stała się kościołem parafialnym dla mieszkańców Rytwian, okolicznych wiosek, w tym mojej rodzinnej Kłody. Wiele zabudowań było w tym czasie zniszczonych lub w ogóle nie istniało, parafia żyła, księża i wierni starali się o o to by w miarę należycie funkcjonowała, by budynki nie ulegały dalszej degradacji.   13626965_916697708440596_1782588371559617387_n

Przyszły nowe czasy i za przyczyną ówczesnego biskupa sandomierskiego, ks. prof. dr hab. Wacława Świerzawskiego, z początkiem nowego tysiąclecia, nastąpiły w Pustelni istotne zmiany strukturalne i administracyjne. W 2001 r. Biskup ustanowił tu Diecezjalny Ośrodek Kultury i Edukacji „Źródło”, a w maju 2002 r świątynia została kościołem rektoralnym. Kierowanie Kościołem i Ośrodkiem Biskup powierzył ks. kan. Wiesławowi Kowalewskiemu. Przywołuję tutaj osobę ks. Wiesława, bo to głównie dzięki Niemu nastąpił wielki postęp w rewitalizacji i funkcjonowaniu budynków Pustelni. Także dzięki staraniom wielu osób, instytucji, dzięki sponsorom, dobrodziejom, przyjaciołom tego miejsca, przy wsparciu funduszy z Unii Europejskiej Pustelnię w znacznej mierze odbudowano, Pustelnia pięknieje, pomaga ludziom zagrożonym skutkami współczesnej cywilizacji. Mam to szczęście być blisko tych wydarzeń. Tu w 5-tym dniu mojego życia zostałem ochrzczony, tu przyjąłem możliwe sakramenty święte. Tu zaczynałem naukę religii, tu u Matki Bożej Rytwiańskiej, w tymże Sanktuarium Ciszy doskonaliłem się w wierze. Z szacunkiem wspominam ówczesnych kapłanów, w tym mojego nauczyciela ks. kan. Adama Łęckiego posługującego przez prawie 50 lat, potem stanąłem przed laty u boku ks. Wiesława służąc pomocą. Dzisiaj już tylko tyle, na ile zdrowie pozwala.    13567208_918107524966281_6816146893706098516_n

W dziejach tej świątyni ten rok jest wydarzeniem wzniosłym, szczególnym. Te podniosłe uroczystości już się zaczęły. Uroczysta inauguracja Roku Jubileuszowego poświęconego obchodom 400 lat istnienia Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach miała miejsce 26 marca 2017 roku. Dane mi było w niej czynnie uczestniczyć. W inauguracyjnej Msze Św. ordynariusz diecezji sandomierskiej, biskup Krzysztof Nitkiewicz podkreślił w homilii, że człowiek potrzebuje źródła duchowej mocy, często wielokrotnie poszukuje różnych źródeł duchowości, aby zaspokoić potrzeby duszy. Jako przewodników, którzy szli prostą drogą opartą na podstawowych filarach duchowego rozwoju przedstawił kamedułów, którzy swoim przykładem potwierdzali prawdziwe otwarcie się na światło i moc Chrystusa, pracę nad sobą oraz cierpliwość w służbie Bogu i bliźniemu. „Dzisiaj często jesteśmy egoistami i dlatego przykład kamedułów wzywa nas do wkroczenia na drogę prowadzącą do świętości osobistej, która przekłada się na relacje międzyludzkie”- powiedział biskup Nitkiewicz. Najważniejsze wydarzenie duchowe towarzyszące obchodom to – Odpust Zupełny Roku Jubileuszowego, udzielony przez Ojca Św. Franciszka dla wszystkich wiernych, którzy nawiedzą pobożnie kościół pokamedulski i spełnią odpowiednie warunki. Rektor Pustelni, ks. kan. Wiesław Kowalewski. witając przybyłych gości i wiernych powiedział między innymi: „Z pewnością rozpoczęty Jubileusz będzie czasem dziękczynienia, wypełnionym wydarzeniami i refleksją nad znaczeniem tego miejsca i jego współczesnej funkcji opartej na dziedziczonej przeszłości. Będzie to czas modlitwy i troski duchowej o tych, którzy będą nawiedzać to miejsce. Tak jak przed wiekami staramy się, aby osoby odwiedzające Pustelnie Złotego Lasu poprzez piękno tego miejsca swoje myśli i serca zwracały do Boga. Chcemy, aby przejęte przez nas dziedzictwo rytwiańskiej Pustelni przechować, utrwalić i przekazać kolejnym pokoleniom”. A przecież Pustelnia to perełka barokowej architektury. Tu tworzyli tak znani artyści jak: o. Venanty da Subiaco, Jan Baptista Falconi, Karol de Prevot. Co czeka jeszcze pielgrzymów w Roku Jubileuszowym? Pielgrzym może skorzystać z Jubileuszowej Drogi Odpustowej, która zaczyna się przy „bramie modlitwy”, prowadzi przez „bramę milczenia”, „bramę samotności”, „wejście do świątyni”, przez „Madonnę Ciszy”, przez „relikwie Świętego Jana Pawła II” i Krzyż „Golgota” w Ogrodach Klasztornych. Odwiedzający Pustelnię Złotego Lasu będą mogli skorzystać z przygotowanych wcześniej folderów informacyjnych, które poprowadzą przez drogę odpustową. Obchody Roku Jubileuszowego trwać będą przez cały sezon 2017 r. Głównym uroczystościom jubileuszowym, które będą miały miejsce 17 czerwca 2017 r, przewodniczył będzie Jego Eminencja Kard. Gerhard Ludwig Muller z Watykanu, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Tradycyjnie, 15 sierpnia zapraszamy pielgrzymów na słynny od wieków Odpust Klasztorny w święto Wniebowzięcia NMP. W dniach 23-24 września odbędzie się sympozjum naukowe poświęcone 400-leciu Pustelni, połączone z Leśną Apteką, tradycyjnym kiermaszem jesiennym owoców, ziół, miodów itd.. Wydarzeniom religijnym Roku Jubileuszowego towarzyszyć będą różne imprezy kulturalne, koncerty, wystawy fotograficzne itd. Mówią, że Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach to magiczne miejsce, w którym przeszłość splata się z przyszłością a po przeprowadzonych dotychczas pracach rewitalizacyjnych stanowi współczesną pustelnię otwartą dla wszystkich. Wielu moich znajomych, przyjaciół, których kiedyś spotkałem na swojej życiowej drodze odwiedziło Pustelnię, są zachwyceni, niektórzy chętnie tu powracają. Dla mnie to najważniejsze w moim życiu miejsce, tu się zaczęło, da Bóg, że tu się zakończy. Rad jestem, że mogę w tym dniu dla mnie szczególnym, o tym wydarzeniu duchowym, ale i kulturalnym nieco opowiedzieć. Zapraszam, tu odnajdziesz święty spokój. Zajrzyj na stronę  www.pustelnia.com.pl    13654258_918107208299646_2550606062075246686_n

… „więcej osiągniesz uśmiechem, niż wyrąbiesz mieczem” …

1-1381939354_s3xyxh_600

Do takiego wniosku doszedł kiedyś niejaki William Shakespeare, wszyscy znamy tą postać. Pewnie oparł go na własnym doświadczeniu, może na swoich obserwacjach. Czemu dzisiaj o tym? Otóż w niedzielę doświadczyłem miłych gestów w stosunku do mojej skromnej osoby od znajomych, z którymi się już dawno nie widziałem. Nasze dotychczasowe relacje bywały wzajemnie sympatyczne. Po prostu zrobiło mi się tak przyjemnie. Znam powiedzenia podobne do tego w tytule, o którym często tato mi przypominał: „pokorne ciele, dwie matki ssie”. Oznacza, że w życiu bardziej popłaca pokora i uległość niż śmiałość i niezależne wypowiadanie własnych sądów. Przy tej uległości to się lekko krzywię. Powiadał nam tato także, że „na grzeczności nikt nie stracił”. To powiedzenie rozumiem w ten sposób, że dobrze jest być w życiu grzecznym, życzliwym, uprzejmym i miłym. Nic nie kosztuje, a drugiej osobie możemy pomóc i rozweselić ją. A jak jest w naszych czasach, są pośród nas tacy? Wszystko to co w powiedzeniach jest prawdą, jest czyste, godne, szlachetne. Wypada się tylko uśmiechać, żyć w pokorze, do tego być grzeczniutkim. Nie mam podstaw do negacji tego, ale obecnie życie wymusza czasami inne nasze zachowania. Czasy dzisiejsze są według mnie różne od dawnych, głównie skala zachowań inna. Dzisiaj częściej i mocniej „po trupach”, byle do celu.         2-4-1334074269_by_dredi3_600I co ma zrobić dzisiaj taki „nieskazitelny”? Nie myślę tu o oddawaniu pięknym za nadobne drugiej stronie, ale o obronie koniecznej. Sam doświadczyłem wielokrotnie, gdy mnie źle potraktowano, gdy zaczęto mi „chodzić po głowie”. Słuchałem rad taty, nie tylko dlatego, że to mój ojciec, ale byłem też o tym przekonanym. Życie zweryfikowało jednak nieco moje patrzenie na te powiedzenia, ale tylko nieco, pozostaję bowiem im wierny. W sumie dobrze mi z tym, więcej satysfakcji niż upokorzeń. Bywały jednak sytuacje, że musiałem jakoś zareagować. Powiadają, że miękkie serce nie popłaca, wtedy pewna część ciała powinna być twarda. Kiedyś zrealizowałem pewien projekt, po czym zakomunikowano mi, że ktoś inny mnie na tym odcinku zastąpi, mnie zaś może poszukają czegoś nowego, albo pozostanę „na lodzie”. Nie pasowałem do towarzystwa. By nie czekać na to „może”, podziękowałem. W niedługim czasie okazało się, że ten nowy nie podołał, „rozwalił” to co stworzyliśmy. Może gdybym był bardziej stanowczy, odważny, byłoby inaczej? Różni jesteśmy, jedni postępują taktownie, spokojnie, rozważnie, inni zaś ostro słowem i swoim działaniem „rąbią mieczem” dookoła. Dobrymi kierującymi zespołem ludzkim są ci, którzy potrafią znaleźć złoty środek, pogodzić jedną cechę z drugą. To nie jest takie proste, tym bardziej, że w zespole mamy do czynienia z różnymi ludzkimi charakterami. Tu na blogach jest fajnie, prawie sielsko. Czasami tylko ktoś pokaże kim jest naprawdę. Nie boksuję się, omijam, dochowuję tego co mi za młodu wszczepiono. A za Wasze dobre serducha pięknie dziękuję.     3-1304949807_by_luzur_600

… „rozum powiada swoje, a serce chce żyć, chce się weselić” …

1217

To słowa naszej Marii Dąbrowskiej. Dla mnie znaczy tyle, że niekoniecznie muszę się weselić, przynajmniej nie teraz w Wielkim Poście, ale wypada być pogodnym, cieszyć się życiem. Ten aforyzm coraz bardziej mi pasuje. Od chwili gdy moje możliwości się skurczyły, to często już tylko się marzy, a tu niestety klapa. Tak właśnie się dzieje, rozum swoje a serce prawie szaleje. Tu coś człowiek zobaczy, tam usłyszy, zaraz pognałoby się przed siebie. Mam za swoje, moje zapędy ukrócone, przeważnie siedzę w chacie. Prawie każdy z nas chciałby żyć godnie, tak często o sobie mówimy, że bywamy prawie bez skazy. Niestety wszyscy jesteśmy grzeszni. Popełniamy różne grzechy, choćby grzech zaniechania, bo jeszcze by coś tam można było drugiej osobie dobrego i miłego pomóc, ale normalnie sił zaczyna brakować lub wcale się już nie chce. Moim zdaniem w tej myśli nie tylko o grzechy idzie. W życiu powoli obniżamy swe loty, staczamy się jak po równi pochyłej, wszystko staje się trudne, coraz bardziej mamy pod górkę. Rozum mówi uważaj, nie podołasz, mierz siły na zamiary. Serce kusi, spróbuj, to takie ekscytujące, taki owoc zakazany, zobaczysz, że to sama rozkosz. Przykłady? Daleko szukać nie trzeba. Nie wolno, ale spróbuj się oprzeć „Napoleonkom”, „Kasztankom”, „Piramidzie Świętokrzyskiej”, czy klasycznemu niedzielnemu, rodzimemu schaboszczakowi z kapustą lub marchewką zasmażaną, o szarlotce czy serniku na deser nie wspomnę. Byle tylko się tym nasycić, silniejsze to od zakazu, przestrogi. Grzeszysz myślą, mową, bo uczynkiem to już pewnie nie bardzo, ponoć niektórzy potrafią. Choćby gdy idziesz ulicą, patrzysz w okno, siedzisz w parku na ławce, gapisz się w komputer, wtedy „coś”ciekawego wpadnie ci w oko. I cię bierze, wcale to nie jest zboczenie, ale znaczy, że wzrok dobry i ma się to wyczucie piękna. Rozum mówi:”hola misiu, hola”, a ty brniesz dalej, bo tętno podskoczyło, gdy to coś zobaczyłeś. Tym bardziej teraz gdy przyszła wiosna. Może sobie jakoś z samym sobą poradzę, mój „ptasi” rozumek dopuszczę do głosu, ale i serduszka nie będę trzymał na uwięzi. Najlepiej, gdyby się z sobą dogadały, myślę, że konsensus możliwy. Najważniejsze by zachować umiar, by się nie stoczyć na dno. Skoro przyszła wiosna, zakończę stosownym wierszem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:

OGRÓD

Gdy wiosna zaświta,

jest w ogrodzie coraz ciemniej, raz jaśniej.

Wciąż coś zakwita, przekwita.

Wczoraj kwitło moje serce. Dziś jaśmin.

A jak będzie z nami? Zakwitnie nasze serducho? Jak zachowa się nasz rozumek? Życzę wszystkim pięknej wiosny, tej na zewnątrz, ale i tej w środeczku. Pozdrawiam. :)

1344334451_f61r5o_600

 

… nieźle mnie korci … ulżę sobie nieco …

1-5266c9d13a4cc_p

W moim przypadku nie jest możliwe bym się wyłączył z tego co wokół nas. Przecież żyję, widzę, czytam … nie da się inaczej jak tylko to wszystko „trawić”. Problem u mnie w tym, że w polityce owszem każdy „gra” swoje, ale nie końca poznajemy prawdę, bywa próżnia. Myślę, że nie jest to nawet możliwe, wiele spraw objętych jest przecież tajemnicą. Mogę sobie gdybać, rozważać, a finał sprawy może być zgoła odmienny. Mam tu na myśli to wszystko co dzieje się w kraju, Europie, na świecie. Dziś jeden z drugim trzyma sztamę, jutro jest inaczej, różne są niekiedy niejasne uwarunkowania. U nas niby wszyscy troszczą się o kraj, każdy przytacza swoje racje, tępi drugiego. Jednak często w tym czegoś nie dopowiedziano, nawet świadomie skłamano. Drudzy gdy tym pierwszym to pokażą, to kończy się tylko na przeproszeniu, wykrętnym wyjaśnieniu i tyle, bez konsekwencji. Jedni mówią, że w kraju ruina, drudzy, że gospodarka kwitnie. Poprzednio było podobnie. Elity polityczne serwują „ludowi”swoje wersje. Myślę, że naród wie już dobrze co tu jest „grane”, ile w tym rzetelności a ile prywaty. Jedni pozostają twardo w swoim elektoracie, z przekonania lub dla własnych interesów, inni mówią dość, wycofują się, myśląc o swoim zdrowiu. O jednym powiem otwarcie, obojętnie której strony sceny politycznej dotyczy: afery, korupcja, prywata, dla mnie są nie do przyjęcia. Dotyczy polityki krajowej, ale i tego co dzieje się w szerokim świecie. Za wieloma sprawami końca nie dojdzie. Wykorzystywanie luk prawnych, przekręty, to wszystko na porządku dziennym. Najgorsze, że na tym wszystkim cierpią ludzie, pojedynczy człowiek jak też zbiorowości. Byleby ktoś mógł się pławić w luksusach, żyć ponad stan, by ustawić sobie rodzinę, a inni by cierpieli głód, by byli upokorzeni. Niektórzy pytani, czemu to tak, odpowiadają, że nie pamiętają. Pewnie mówią prawdę, tyle tego było, że trudno się połapać i zapamiętać. Ciężko jest się pozbyć profitów, przywilejów.                         2-5266ca4313965_pJeszcze jednego nie rozumiem do końca. Sojusze są ponoć gwarantem bezpieczeństwa. Pewnie tak, choć w historii różnie z tym bywało. Pytam tylko na jakich zasadach, równoprawnych czy wasalskich, ideowych czy za profity? We wczesnym średniowieczu wasal to osoba wolna oddająca się pod opiekę seniora w akcie komendacji, inaczej, akcie oddania się wolnej osoby w osobisty stosunek poddańczy. W zamian za lenno wasal zobowiązywał się służyć wiernie seniorowi radą i pomocą orężną. Później było, że wasal to osoba, która złożyła hołd lenny i przysięgę na wierność. Wasal sam mógł mieć wasala, dla którego był seniorem. W polityce zewnętrznej u nas mamy podobnie, jedni patrzą w jedną stronę, drudzy gdzie indziej. Myślę, że dzisiaj nie potrzeba zbrojnego konfliktu, wystarczy zamierzoną ekspansję obcych w gospodarkę drugich. Przykłady? Gazociągi, ropociągi, sieć komunikacyjna, znaczące gałęzie przemysłu, banki, media …kto tu wasalem? Wystarczy, nie potrzeba wojny. Trudno trafić wasalowi na uczciwego seniora, ale czy to w ogóle możliwe? A my? Często zachowujemy się podobnie, wystarczy popatrzeć jak to wygląda na portalach społecznościowych, na niektórych blogach. A może by sobie dać z tym spokój? Już kiedyś próbowałem, z silną wolę u mnie na bakier. I czemu mnie tak kręci? Od wieków jesteśmy w Europie, chwilę temu już w Unii, niepotrzebny nam żaden Polexit, którym ostatnio straszą. Chcę tylko bym mieszkał dalej w Unii , w swoim ojczystym kraju, pośród swoich, w naszej kulturze, tradycji i wierze, by nas szanowano, by nikt nas nie szantażował, że może ograniczyć fundusze, by nikt w tej europejskiej wspólnocie nie był wasalem. Chciałbym też by w naszym kraju do wszystkich dotarło otrzeźwienie, czas najwyższy zakończyć tą wojenkę. Spierać się należy, ale na argumenty, nie zaś przy użyciu argumentu siły. Wiem, że na tą chwilę to pobożne życzenie. To tyle, takie moje ogólne, subiektywne, cząstkowe wynurzenia w tym temacie, na chwilę się uspokoiłem, „pogadałem” sobie. Wniosek, gdybym był w polityce to pewnie na początku tej drogi dostałbym zawału, albo trafiłbym do „psychiatryka”, bo to nie dla takich jak ja.                            3-5266ca7d9dfa1_p