… czy to pech? … a może szczęście w nieszczęściu? …

Powoli powracam. Pewien etap już za mną. Miało pójść gładko, niestety ze względów czysto medycznych, zdrowotnych nie udało się. Różnorakie badania przedoperacyjne wskazywały, że powinno być dobrze. Rzeczywistość okazała się inna, leczenie wymagało natychmiastowej korekty. Po tym wszystkim, pomimo że poszło inaczej, jednak moje zaufanie do lekarza, lekarzy wzrosło. Mam świadomość, że nie wszystko uda się w szczegółach przewidzieć. Na rzeczywisty stan rzeczy zareagowano w mojej ocenie, nawet jako laika, bardzo odpowiedzialnie. Czeka mnie pewien etap leczenia, po jego dobrym zakończeniu powrót do pierwotnych założeń. To tyle tytułem wyjaśnienia co ze mną. Bez szczegółów bo to sprawy osobiste i poufne. Przeszedłem i przechodzę jakby „chrzest bojowy”, na wstępie trochę optymizmu bowiem bakteriologicznie jest wszystko w porządku, goi się przyzwoicie. Da Bóg, że i reszta wiadomości w leczeniu będzie dla mnie łaskawa. Inna sprawa, że to co zobaczyłem, z czym się spotkałem przypomniało mi jak piękną cechą jest pokora, czym jest szacunek dla drugiej osoby, jak nas postrzegają inni itp. Chociaż w jednym zdaniu wspomnę o całym personelu medycznym, budzi on u mnie podziw i szacunek. Spotkałem się z ciepłem, życzliwością odwiedzających, poznałem różne odmiany „napoleonek”, „męskie” faworki, oraz innych łakoci co niemiara. I dobre słowo, okazane bezpośrednio i telefonicznie. Pewnie coś tam mnie boleć musiało, widziałem też jak inni znoszą ból, były też miłe rozmowy, nowe znajomości. Nade wszystko okazywało się jak trafne jest powiedzenie: „jaki ten świat mały”. Piękne dzięki bliskim i znajomym za dobro wszelakie. Może uda mi się przestać „kurzyć”, już ponad tydzień wytrzymałem, „obciąłem obrok”, jak widać są też pozytywy. Przede wszystkim o siebie zadbać muszę, doświadczyłem ostatnio jakim cennym darem jest zdrowie. Na koniec powiem, że jestem optymistą.

… znikam … z nadzieją, że po pewnym czasie powrócę …

1291898939_by_YahooPL_600

W najbliższych dniach idę do szpitala. Nadchodzi ten moment, że świadomie wyłączę się na pewien czas z blogowej zabawy. Operacja ma być wkrótce, kiedy to nastąpi zależy od sytuacji. Zniknę na pewien czas, da Bóg, że powrócę. Kiedy? Najszybciej jak będzie to możliwe. Już kiedyś sygnalizowałem, naprawie poddany zostanie mój staw kolanowy. Poważna operacja, niestety konieczna. Jak się czuję? Jestem świadomy wszystkiego, mam zaufanie do naszych lekarzy. Jednocześnie podświadomie coś z niepewności we mnie „siedzi”, słaba ta moja psychika. Póki co, by nieco odpocząć zabawię się teraz tu na blogu na wesoło. Chcę i Was do tego zaprosić. Ktoś ze znajomych kiedyś podrzucił mi takie dziwne, może nawet niepoważne pewne myśli, powiedzenia. Patrzmy na nie nieco z przymrużeniem oka. Uzupełniam je swoim zdaniem.

„Pij mleko! Nie wysyłaj krów na bezrobocie”. Żartobliwie, ale wydaje się sensownie.

„Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia”. Pewnie są tacy, których lenistwo uszczęśliwia.

„Polak nie kaktus – pić musi”. Nie musi, jeśli pije to świadomie, oby nie często i nie w nadmiarze.

„Im więcej się uczę, tym więcej wiem, im więcej wiem, tym więcej zapomnę”. Ale autor wymyślił!

„Nie wychodź z siebie – możesz nie wrócić”. Pamiętaj, bądź zawsze rozważny, bądź ostrożny.

„Co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego”. Nie polecam, zrób dzisiaj.

„Człowiek rodzi się mądry – potem idzie do szkoły”. Słusznie, uczy się by horyzonty poszerzyć.

„Małżeństwo – dożywocie za miłość”. Najlepiej by miłość trwała do końca naszych dni.

„Nie pij gdy prowadzisz. Dopisek: Za dużo się rozlewa”. Po wypiciu alkoholu, oddaj kluczyki.

Jeśli Was nieco rozbawiłem, to dobrze, sam na chwilę zapomniałem o swoim problemie. Przez parę dni będę jeszcze w miarę możliwości aktywnym. Dalej, wszystko przede mną, oby szczęśliwie. Dziękuję wszystkim, serdecznie pozdrawiam moich znajomych i tych, którzy mnie tu odwiedzają.      1333866798_by_sasha85_600

… ze stoickim spokojem, klikam sobie …

1312471071_by_mikini_600

Na własnym komputerze mamy swoje priorytety. Jedni są aktywni na różnych portalach społecznościowych, inni na blogach, często na kilku. Gdy patrzę na te „produkcje”, bywam nieraz zszokowany. Właściciele tych kont, blogów prezentują ciekawe tematy, widać, że posiadają dużą wiedzę. Podziwiam te osoby. Oczywiście są też profile, blogi, które dla mnie są mniej interesujące, nie zachwycam się. Pozostawiam je naturalnemu biegowi. A co mogę powiedzieć o sobie? Moja opinia we własnej sprawie nie jest tu istotna, inni mnie weryfikują. Powiem tylko co mnie absorbuje. Stosunkowo sporo czasu poświęcam czytaniu wiadomości z różnych dziedzin, z różnych źródeł. Dlaczego z różnych? Szukam prawdy, w większości każdy przedstawia temat „po swojemu”, więc szukam tych rzetelnych. Zweryfikowanie danej wiadomości nie jest takie proste, możliwe dopiero po jakimś czasie, i to nie zawsze. Zajmuję się aktualnymi wydarzeniami, szeroko rozumianą polityką, sportem, czasami nawet kuchnią, pod własne potrzeby niekonwencjonalną medycyną, słowem różnymi ciekawymi nowinkami. Czytam sporo, oglądam, bowiem dziś w internecie prawie wszystko znajdzie. Na „deser” prowadzę własnego bloga, właściwie to nawet nie wiem o czym. Mogę powiedzieć, o tym co mi w danej chwili wpadnie do głowy z kategorii „życie codzienne”. Tylko momentami bywa to uporządkowane. Czasami temat pojawia się w związku z nadchodzącym szczególnym dniem w kalendarzu. Staram się nie improwizować, piszę to co widzę, wiem i czuję. Dbam o to by było w miarę poprawnie stylistycznie, poprawnie ortograficznie. Jestem Polakiem i godzi się w miarę przyzwoicie pisać. Dla mnie to trudne, gdyż nie jestem polonistą. Pod względem merytorycznym, tematycznym czuję, że daleko mi do Waszych blogów, ale się bawię i tym naprawdę się cieszę. Chodzi tu także o Fb, gdzie przyjąłem własną formę prowadzenia profilu. Jak ja się zachowuję wobec innych, a jak inni wobec mnie? Staram się by nie operować nazwiskami, by nie ingerować w sprawy osobiste osób, których przywołuję w tekście, dbam by do innych odnosić się z szacunkiem. Obce mi są ostre wulgaryzmy, prześmiewcze aluzje. Wydaje mi się, że z tym sobie niezgorzej radzę.

1299007411_by_Yurichika_600

Pośród moich znajomych jest wiele osób postępujących podobnie. Są też tacy, którzy postępują odwrotnie, często nie przebierają w środkach. Niektórzy robią sobie niestosowne „wycieczki” pod adresem innych, pewnie chcą podkreślić swoją wyższość. Z niektórymi się pożegnałem, nad paroma się zastanawiam. Ze mną inni też się pożegnali, tak to bywa, niektórych żałuję. Powiem szczerze, że ja też dla wielu byłem/jestem zawadą. W różny sposób już kilka razy mnie potraktowano. Przyjmuję to ze spokojem, przecież mają do tego prawo. Boli, gdy to nieprawda albo złośliwość. Unikam polemik, zostawiam sprawę dla mnie jako zamkniętą. To jak i co my piszemy o nas zaświadcza. Dlatego z tego powodu o siebie jestem spokojny, unikam złośliwości, nie kopię drugiego, sumienie mam czyste. Każdy niech się martwi o siebie. Mam świadomość swoich wad, ułomności, mojej niedostatecznej wiedzy itp. Zdarza się, że ktoś przychodzi mi w sukurs, wspiera mnie. Oczywiście są obszary, że jestem twardzielem. Póki co, w tej chwili przed walką wybieram najpierw unik, łącznie z definitywnym wycofaniem się z gry. To mi po rodzicach zostało, głównie po tacie, który mawiał: „pamiętaj, na grzeczności, nikt nie stracił”. Szlachetne to, jednak w dzisiejszych czasach raczej nie modne, nawet szkodliwe czasami, ale przy tym pozostaję. Wszystkim tym, którzy mnie znoszą serdecznie dziękuję, zaś tych, którym podnoszę ciśnienie szczerze przepraszam.          1325668553_by_zielarz2121_600

… o zimie … poważnie i na wesoło …

mam_zimne_raczki_mam_zimne_uszka_wiec_przytul_272

Nie czuję się najlepiej, z tego powodu dzisiaj coś lżejszego, o zimie którą aktualnie mamy. Jedni zimę lubią, drudzy nieszczególnie. Jest ona bohaterką bardzo wielu cytatów, myśli, wierszy, przysłów. Na te dłuższe zimowe wieczory, chłody, nasze codzienne utrapienia oferuję tego trochę, okraszone moją krótką konstatacją.

1.Cytaty, myśli, aforyzmy- znane i mniej znane.

„Jeden bałwan zimy nie czyni”. Wprawdzie dużo śniegu nie ma, ale gdzieś czytałem, że bałwanów ci u nas dostatek, więc zima na całego.

„W zimie potrzebne jest ciepłe okrycie, w starości – brak zmartwień”. Gdy młodym byłem, nie przykładałem do tego wagi. Dziś wiem, że to prawda, teraz od zmartwień robi się zimno.

„Dlaczego wydaje nam się, że zima trwa dużo dłużej niż wszystkie inne pory roku?”. Większość z nas woli lato, dzieci wakacje, tak jakby latem było fajniej.

„Dopiero zimą można odróżnić bogatych od biednych”. Zimą może najbardziej, latem też widać, nie tylko po wyglądzie.

„Dłużej świat zima ziębi, niż lato ogrzewa”. Takie nasze odczucia, tu u nas. W innych miejscach na ziemi różnie bywa.

„Zima jest piękna do pewnego stopnia… Celsjusza”. W moim przypadku to gdzieś do (-10) stopni Celsjusza. Niżej już mi dokucza. Dawniej nic mi się nie działo. A jak z Wami?

„Kobieta jest wiosną … przychodzi po jesieni i zimie, przynosi świeżość i ciepło … i jeszcze przynosi nadzieję”. Ja już tą nadzieję straciłem.

„Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie”. Znowu nadzieja, mam uwierzyć, że jeszcze coś zdarzyć się może?

„Miłość jest jak liść w lesie – czas ją zmienia, tak jak zima zmienia wygląd lasu”. Może optymiści mają rację? Mam tu na uwadze swój PESEL.

„Zima jak troska, długo trwa, a lato jak szczęście, mija chwilą”. A mogłoby być odwrotnie.

„Można tak się zamknąć w zimie, że nie dostrzeże się wiosny”. Zobaczymy co ten świstak Phil oznajmi, to już 2 lutego. Ja już przedwiośnia wyglądam.

2. Przysłowia, wybrałem kilka. Przyznaję, niektórych nie znałem. .

„Gdy woda zimą w rzekach huczy, to na wiosnę mróz dokuczy”. W rzekach raczej spokojnie, nadzieja, że wiosna nas nie zmrozi.

„Byłoby lato dłuższe, żeby nie zima”. Zaborcze przysłowie, jego zwolennicy niech się na równik przeniosą. Ja w swoim wieku, wszystkiego chcę, ale w wydaniu umiarkowanym.

„Co lato uzbiera, to zima pożera”. Tak to ten świat jest stworzony, mnie się podoba.

„Zima starym dokucza, a młodych naucza”. Dobrze gdy młodzi szybko dochodzą do właściwych wniosków. My to już wiemy, chowamy się przed zimnem.

„Późna zima długo trzyma”. Swoje musi wykonać, raz ostrzej, drugi raz łagodniej.

„Gdy mróz w lutym ostro trzyma, wtedy jest niedługa zima”. Zobaczymy, sprawdzimy to przysłowie. Czytałem, że nie będzie aż tak źle.

„W zimie: komin nam ojcem, fajerka matką, kożuch dobrodziej, a zapiecek chatką”. Dobrze pamiętam te czasy. Komin czyściłem, fajerki mi znane, nawet kożuch miałem, a na zapiecek u cioci z ciekawości wchodziłem. Było tam super.

„Gdy ciepło w lutym, zimno w marcu bywa. Długo potrwa zima, rzecz to niewątpliwa”. Oby nie, ja chcę wiosny! Na maj czekam z utęsknieniem.

„Zima bez śniegu – lato bez chleba”. Jest nie najgorzej, trochę śniegu było i jest. Będą zbiory.

„Od świętego Marcina zima się zaczyna”. To tytułem przypomnienia, znają prawie wszyscy.

„Na świętego Józefa pięknie, zima szybko pęknie”. Oby tak było. Pożyjemy, zobaczymy.

„Po suchej zimie wiosna bez deszczów nie minie”. Jest umiarkowanie, pewnie wiosną będzie podobnie.

dlugie_zimowe_wieczory_2013-04-28_16-37-070

3.Wiersze, ot tak tytułem uzupełnienia wpisu.

„Zimą przylatują z północy

jemiołuszki, gile, czeczotki

podrzucone sierotki

do Polski ciepłej ciotki”.

… to ks. Jan Twardowski … jak miło, że mieszkam u „ciepłej ciotki”.

A ten znamy wszyscy!

„Hu! hu! ha! Hu! hu! ha!

Nasza zima zła!

Szczypie w nosy, szczypie w uszy,

Mroźnym śniegiem w oczy prószy,

Wichrem w polu gna!”

… autorką jest sama Maria Konopnicka … taką zimę lubią szczególnie młodzi.

Gdy wspomnę młode lata, tamte zimy, tamto zdrowie to zdziwienie mnie bierze. Jak to, to się naprawdę działo? Teraz gdy o tym myślę, zimno mnie ogarnia. Na łyżwach, na sankach, ”z górki na pazurki”, na zamarzniętej rzece … i … tryskaliśmy zdrowiem, nic nam nie było. Z wiekiem zaczęło się to wszystko zmieniać, aż przyszedł czas, że wystarczy temperatura ujemna, mały wietrzyk, zaraz ciepełko nam pachnie. Co najgorsze narażeni jesteśmy na przeziębienia, infekcje. Okazuje się, że nic we mnie z tamtych lat nie pozostało, po prostu dziad i tyle. Z wami lepiej? To dobrze, nie poddajcie się!                         zima_jest_jak_kobieta_piekna_na_zdjeciach_4833

… co taki jak ja wie i myśli o starszych? …

1377503479_jcrauv_600

Zadeklarowałem niedawno, że spróbuję się w tym temacie wypowiedzieć. Mam swoje doświadczenia, swoje przeżyte lata w rodzinie z osobami starszymi. Obserwowałem  swoje środowisko, widziałem jak to wszystko wyglądało. Oczywiście będzie to tylko licha fotografia tego tematu. Pamiętam swoje obydwie babcie, rodziców, ciocie, wujków, stryjków, sąsiadów. Swoich dziadków nie pamiętam. Głównie dotyczy to środowiska wiejskiego, w którym żyłem, gdzie warunki życia wyglądały wtedy inaczej niż dzisiaj. Człowiek starszy, ogólnie rzecz biorąc otoczony był nie tylko opieką, ale należnym szacunkiem. Czasy wtedy nie były tak szalone jak dzisiaj, starsi do końca swego życia przebywali wśród najbliższych, kontakty były bliskie. W podejściu do drugiego człowieka była życzliwość, dobra wola. To od nich dowiedziałem się, że bez zrozumienia przeszłości, nie sposób żyć tu i teraz, przypominali czym jest uczciwość i honor. Oni w życiu nie szli na łatwiznę, czy też na skróty. Wybierali taką drogę, by móc spokojnie stanąć przed lustrem i spojrzeć sobie w twarz. Gdy odchodzili oswajali nas z nieuchronnością śmierci. Byłem obecny przy ich starzeniu i odchodzeniu. Widziałem jak chorują, słabną, gasną, to cenna lekcja pokory. Od nich uczyłem się jak akceptować to, co przynosi nam życie. Przyznaję, to jest trudne, nie udało mi się do końca tego w siebie wpoić. Przyszły nowe czasy, życie w ciągłym biegu i stresie. Był wtedy w nich jakiś hart ducha, wola walki i wewnętrzna siła, lepiej niż my radzili sobie z tym, co przynosił los. Może to była kwestia czasów w jakich dorastali i żyli, wydarzeń i doświadczeń, które były ich udziałem. Podobnie jest z optymizmem, tu niestety teraz ze mną jest gorzej. Oj, jak dobrze by było gdym mógł postępować tak jak oni. Pomagali sobie nawzajem, dzielili się tym co mieli. Oni wtedy byli w tym samym punkcie co my teraz, też odczuwali strach i złość, popełniali błędy. Powinienem przyjąć więcej mądrości płynącej z ich życia. Nade wszystko uczyli jak ważna jest rodzina i inne wartości. Jedna osoba opiekowała się z troską drugą, często była to prawdziwa miłość, czy też szacunek do drugiego człowieka. Wśród starszych pokoleń rzadko kiedy dochodziło do rozstań, oni naprawiali, a nie odchodzili. Słowa „że cię nie opuszczę aż do śmierci” traktowali z powagą. Pewnie, że zdarzały się sytuacje gdzie życie starszych w rodzinie nie wyglądało tak pięknie. Dawniej były to rodziny wielodzietne, więc w końcu znajdowano rozwiązanie, opiekę przejmował ktoś inny z rodzeństwa. Na szczęście pośród moich najbliższych takie sytuacje nie miały miejsca. Tato i mama byli najmłodszymi dziećmi w swoich rodzinach, na nich spoczywał obowiązek opieki. Dumny z nich jestem, mieliśmy z bratem piękny wzór. Później ten obowiązek wobec naszych rodziców spoczął na mnie. Jak się z niego wywiązałem, nie mnie oceniać, kiedyś Opatrzność wyda werdykt. Już kiedyś o tym pisałem, dane mi było być przy śmierci taty w szpitalu, później także mamy, lecz w domu rodzinnym. Chyba tak miało być. To kim jestem, jak żyję przede wszystkim zawdzięczam rodzicom. Dzisiaj są inne czasy i możliwości. Dla starszych potrzebujących specjalistycznej opieki medycznej funkcjonują odpowiednie całodobowe ośrodki opiekuńcze. Warto zatrzymać się na chwilę nad tym tematem, wszak i my dochodzimy do tego punktu w swoim życiu. Co z nami będzie?       52

… „na Nowy Rok przybywa dnia o barani skok” … i co z tego wynika? …

1334597157_by_Vagabundo_600

Po hucznym powitaniu Nowego Roku, nastała jakby cisza, ci co się dobrze bawili pewnie już odpoczęli, na ulicach w Nowy Rok było pusto. Są tacy, którzy kaca leczyli, inni po tańcach nogi w wodzie moczyli. O tych wtulonych w ramiona cicho sza, niech się sobą nacieszą. Jak co roku, znowu wchodzimy w nowe, nieznane, z osobistymi nadziejami. Zima się niby rozkręca, trochę straszą, ale już idzie ku lepszemu, obserwować można pewne dobre zmiany. Od początku stycznia bowiem dni szybko stają się coraz dłuższe, a noce krótsze. Długoterminowe prognozy mówią o ostrym styczniu, później ma być lżej. Jeszcze nie pora by myśleć o wiośnie, a szkoda. Oby była wczesna. Zobaczymy 2 lutego, w Dzień Świstaka co nam oznajmi swym zachowaniem po wyjściu z nory słynny świstak Phil. To co mnie osobiście niepokoi to zmienna, trudna pogoda. Mnie to dokucza, męczy. Kiedyś lubiłem gdy było mroźno, dziś niskich temperatur się obawiam. Nie lubię wietrznej pogody, nie lubię pluchy. Stałem się mniej sprawny, stąd obawy przy chodzeniu, przy jeździe samochodem. Refleks już nie ten, sprawność ruchowa ograniczona, psychika siada. To wszystko sprawia, że jestem cieniem samego siebie, nawet tego sprzed roku. Przy sprzyjającej zaś pogodzie, przeze mnie akceptowanej, jeszcze idzie jakoś funkcjonować. Jak na złość z początkiem roku mamy do załatwienia wiele spraw, uiszczania opłat, podatków, deklaracji, oświadczeń itp. Nie wszystko da się załatwić telefonicznie. Staje się człowiek nerwowy, tym bardziej, że zbliża się termin „remontu” mojego „kolanka”. Może się powiedzie, liczę na to, ale na dłuższy czas będę wyłączony z normalnego funkcjonowania. Siedzisz bracie w domu, zaplanowałeś sobie coś na dzisiaj, na dni następne i nic z tego. Pogoda nie taka, albo dziś źle się poczułeś, nie ten dzień na załatwienie sprawy, i tak to właśnie wygląda. Patrzysz przez okno i myślisz sobie, odpali czy nie? Na szczęście jeszcze bardzo nie mrozi, więc się autko jeszcze lituje, gdy zmrozi, wtedy klapa. Może Sylwestry „pod chmurką” są fajne, parkowanie samochodziku niestety nie. Co z tego, że już styczeń i dni dłuższe? Praktycznie tylko tyle, obowiązków sporo, możliwości coraz mniej. Pewnie dla organizmu lepiej gdy już dzień dłuższy, ale dla efektywniejszego funkcjonowania większe znaczenie ma moim zdaniem dobra pogoda. Jakoś z tego wybrnąć trzeba. Spróbuję przywołać znaną prośbę sprzed lat; „pomożecie”? Liczę, że ci sprawdzeni nie zawiodą, taką mam nadzieję. Taką deklarację od koleżanek w jednym z urzędów już otrzymałem. Jeszcze mnie pamiętają, to cieszy. Byle tylko zdrowie nagle bardziej nie podupadło. I tak moi kochani zaczął się dla mnie ten Nowy Rok, ponoć idą mrozy. Koniecznie uspokoić się muszę. Muzyka łagodzi obyczaje, skorzystam więc z YouTube, znajdę tam to co lubię. Dla porównania z ostatnimi koncertami sylwestrowymi pokazywanymi w telewizji, polecam coś takiego:

… co rok w Sylwestra to samo pytanie : czy coś się zmieni, czy tak zostanie ? …

Odchodzi stare, nadchodzi nowe. Wyobrażacie sobie co by się działo, gdybyśmy wiedzieli o tym co będzie? Gdyby wiedzieć co nas czeka, śmiem twierdzić, że wielu by zawału dostało ze szczęścia, bądź z rozpaczy. Jedni szarpali by się o to i owo, inni legliby „pod gruszą na dowolnie wybranym boku”, bo skoro nic ciekawego lub nieprzyjemnego, to lepiej przecież sobie poleżeć. Każdy miałby swoje życie po nowemu, byłby istny galimatias. Na szczęście o tym prawie nic nam nie wiadomo. Owszem, wszystkim roczek przybędzie, jedni nauczą się chodzić, drudzy zaczną dojrzewać, innym dojdzie nowych problemów. Szemrają o wzroście cen, o innych zmianach. Niestety, my starsi będziemy już coraz bliżej mety. Mówię niestety bo tak zwyczajnie po ludzku jeszcze pożyć by się chciało. Chciałoby się by było lepiej w polityce, w sporcie, w naszych portfelach, w cichych skrytych miłościach, nade wszystko by zdrowie przestało podupadać, by gorzej nie było. Niewygórowane te moje życzenia, byłbym rad gdyby się ziściły. Wy też pewnie podobnie myślicie. Co zaś w Sylwestra? Ci co mogą niech się bawią, niech korzystają z tradycji, bo to piękny zwyczaj. Nie za wiele, ale tego trochę w życiu doświadczyłem. Ja pewnie w telewizorku wybiorę stację,  „poszaleję” trochę w Krakowie, Wrocławiu, czy gdzie indziej. Może wpadnę do Was na chwilę na prywatkę, ot tak w marzeniach. Wspominał będę obecny rok, ze swoimi porozmawiam, o Was pomyślę, przecież o znajomych zapominać nie wypada. Koniec roku, to czas remanentów. Nade wszystko do starych zdjęć powrócę, to moja słabość. Pewnie gdzieś zadzwonię, odbiorę parę telefonów, po czym zbliży się 12-ta i się zacznie. Niebo się rozświetli, kanonady różnorakich środków pirotechnicznych pieski wystraszą. Pamiętam jak kiedyś moja psina tuliła się, kryła gdzie się dało. Podziękuję Bogu za to co za mną, poproszę nieśmiało o jeszcze. Wam zaś składam najserdeczniejsze życzenia noworoczne, by zdrowie służyło, byśmy żyli w spokoju i pokoju, by spełniły się nasze pragnienia. Przed nami rok 2017. Do siego roku!